„Zembalowe", czyli przyznany w 2015 r. przez ówczesnego ministra zdrowia Mariana Zembalę dodatek do pensji pielęgniarek i polożnych w wysokości 4 x 400 zł brutto, przekazywane jest dziś szpitalom w ramach odrębnej puli finansowej. Lecznica nie może ich przeznaczyć na nic innego, choć w wielu miejscach były takie zakusy. Teraz miałby zasilić budżet na świadczenia medyczne, z którego wypłacane są wynagrodzenia wszystkich grup zawodowych.

Pielęgniarki są oburzone zapowiedzią. – Środki były kompromisem wynegocjowanym w trakcie fali strajków naszej grupy zawodowej w 2015 r. i rezultatem porozumienia między ministrem zdrowia, NFZ, Naczelną Radą Pielęgniarek i Położnych oraz Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP), a następnie renegocjowane w 2018 r. – mówi przewodnicząca OZZPiP Krystyna Ptok.

Czytaj także: Wynagrodzenia dla pielęgniarek: zembalowe włączone do wynagrodzenia zasadniczego

Jak dodaje, z ministerialnych przekazów wynika, że rząd nie jest w stanie zagwarantować znaczonych środków dla pielęgniarek już od stycznia 2021 r.

– Tymczasem do dziś nawet co trzeci pracodawca wypłaca pielęgniarkom dużo mniej pieniędzy, niż powinny dostać, a my nie możemy doczekać się kontroli w tej sprawie. Jeśli środki będą pochodzić z ogólnej puli na świadczenia, wielu dyrektorów szpitali może uznać je za wzmocnienie nadszarpniętych budżetów szpitali, a nie wynagrodzenie pielęgniarek – dodaje.

Zdaniem Juliusza Krzyżanowskiego, adwokata z Baker McKenzie, z punktu widzenia szpitala i perso-nelu takie rozwiązanie powinno być najkorzystniejsze. – Dokładnie wiadomo, z jakiej puli i ile pieniędzy jest, albo przynajmniej powinno być, przeznaczone na wynagrodzenia. Wliczając te środki do kontraktu, w całości przerzuca się na szpitale ciężar ich odpowiedniej dystrybucji. Realizacja tego może jednak wcale nie być prosta. Dopóki nie znamy projektu konkretnego rozporządzenia, trudno powiedzieć, jak będzie wyglą-dało jego wykonanie. Jednym z pomysłów mogłoby być podwyższenie wyceny procedur w leczeniu szpital-nym, choć wydaje się to skomplikowane. Pojawia się pytanie, czy na koniec i tak nie straci na tym szpital i określone grupy zawodowe – w tym wypadku pielęgniarki i położne – mówi Juliusz Krzyżanowski.