– W służbie zdrowia potrzebny jest ponadpartyjny konsensus, bo wprowadzenie reform zajmie przynajmniej kilka lat. Jestem gotów do współpracy – zadeklarował w piątek Lech Kaczyński.
Dwa lata po zwołanym przez rząd białym szczycie prezydent zorganizował w Belwederze dyskusję o sytuacji w służbie zdrowia.
Dwa lata temu związki zawodowe, organizacje medyczne i rząd ustalały, jak reformować system zdrowotny. – Jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu, w którym byliśmy – zarzucił w piątek rządowi Konstanty Radziwiłł, były prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Rząd przygotował w tym czasie przepisy zakładające przekształcenie szpitali w spółki, ale zawetował je prezydent, a Sejm, głosami SLD i PiS weto przyjął.
– Bardzo duża część środowiska medycznego była przeciwna tym rozwiązaniom – przypomniał Radziwiłł. Wspomniał też o niespełnionej obietnicy podniesienia składki zdrowotnej i objęcia ubezpieczeniem rolników (teraz składki płaci za nich państwo).
– Nie zmarnowaliśmy tych dwóch lat – broniła się na spotkaniu u prezydenta minister zdrowia Ewa Kopacz. – Przygotowujemy rozwiązania, które odpowiedzą na wiele z tych postulatów.
Ministerstwo Zdrowia zapowiada nowe otwarcie, ale szczegółów nie ujawnia.
– Mamy gotowe rozwiązania, lecz niezręcznie byłoby, gdybyśmy je przedstawiali na konferencji, na której jesteśmy tylko gośćmi – tłumaczył jeden z urzędników resortu.
[wyimek]Przygotowujemy rozwiązania, które odpowiedzą na wiele zgłaszanych postulatów[/wyimek]
„Rz” dowiedziała się jednak, że rozważa ono, by pieniądze z rządowej pożyczki szpitale mogły przeznaczać nie tylko na spłacenie długów wobec państwa, ale i wobec prywatnych dostawców (np. firm farmaceutycznych). Ma to zachęcić samorządy do przekształcania je w spółki.
Druga rozważana zmiana to zniesienie różnic między publicznym a niepublicznym szpitalem. W praktyce oznaczałaby, że publiczny szpital i przychodnia mogłyby brać pieniądze od pacjenta, który chce być przyjęty poza kolejnością. – Od dawna zabiegamy o zniesienie różnic między publicznymi i niepublicznymi placówkami – mówił w piątek Radziwiłł.
Prezydent powtórzył swoją opinię, że zdrowie nie jest dobrem, które trzeba traktować na rynkowych zasadach. Zgodziła się z nim większość obecnych w Belwederze przedstawicieli związków działających w służbie zdrowia.
– Na razie zmiany, które wprowadzono, przyniosły korzyść tylko prywatnym właścicielom przychodni lekarzy rodzinnych. Reszta stoi w miejscu – oceniała Dorota Gardias, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Spośród związkowców innego zdania był tylko Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
– Problemem służby zdrowia nie jest wolny rynek, ale nadmierne regulacje. Gdyby zlikwidować odgórne limity na leczenie, wiele problemów zostałoby rozwiązanych. Pod jednym warunkiem: gdyby w ślad za deregulacją poszły dodatkowe pieniądze na służbę zdrowia – przekonywał.