Grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości przedstawiła projekt – czy raczej zalążek projektu – kodeksu rolnego. Przewidziano w nim wiele definicji: rolnika, gospodarstwa rolnego. Czy one znacząco zmieniają te obecne?

Postrzegam ten dokument raczej jako zbiór postulatów dotyczących działania organów administracji w zakresie polityki rolnej, a nie jako normy prawne, które regulują stosunki pomiędzy podmiotami prawa. Odnosząc się do konkretnych definicji, to jest różnie – definicje gospodarstwa rolnego i nieruchomości rolnej wprost przeniesiono z kc – i nie wiem, czemu miałoby to służyć. Zaproponowane rozwiązanie przewidujące prymat przepisów kc nad innymi ustawami w przypadku ich kolizji z kc zakłada, że takie sprzeczności będą występować. A system prawa powinien być spójny. Należy się raczej zastanowić nad wyłączeniem przepisów rolnych z kc i usytuowaniem ich w kodeksie rolnym lub odesłaniem do niektórych lub wszystkich przepisów kc i tym samym wskazanie na prywatnoprawny charakter kodeksu rolnego.

Czytaj więcej

Kodeks rolny: potrzeba pogłębionej dyskusji

Jeden z członków zespołu opracowującego projekt powiedział mi, że głównym celem jest właśnie zmiana charakteru prawa rolnego z administracyjnego na cywilne. Jakie to będzie miało praktyczne skutki dla rolników?

Występują dwa europejskie modele rozwoju prawa rolnego. Prawo rolne krajów romańskich wywodzi się w większym stopniu z prawa cywilnego, a powstało ono w oparciu o szczególny charakter umów prawa cywilnego dotyczących stosunków rolnych. Niemieckie prawo rolne ma natomiast swoje źródło w prawie publicznym, ukształtowało się bowiem w związku z reformami rolnymi i akcjami uwłaszczeniowymi. Obecnie prawo rolne w Polsce znajdują się na styku prawa prywatnego i publicznego, jednak ewoluuje w kierunku prawa cywilnego, prawa kontraktów i w tym kierunku powinien skłaniać się także kodeks rolny. Problematyka przynależności kodeksu rolnego do sfery prywatnoprawnej jest dość skomplikowanym zagadnieniem. Stosunki cywilnoprawne z założenia występują pomiędzy równorzędnymi podmiotami prawa. A to z kolei wymaga dużo większej aktywności od rolnika w zakresie dochodzenia swoich racji czy roszczeń przed sądem. W prawie administracyjnym natomiast podstawową cechą jest nadrzędność organu administracji nad stroną postępowania, gdzie organ władczo decyduje o sytuacji prawnej rolnika. I właśnie dlatego właściwym kierunkiem jest nadanie kodeksowi rolnemu charakteru prywatnoprawnego, gdyż inaczej rolnik zawsze będzie słabszą stroną w stosunkach z organami administracji – nie tylko rolnej. Oczywiście, prawo administracyjne daje stronie bardzo wiele instrumentów ochrony, co ma pewne zalety, ale jednak wciąż pozostaje władcza pozycja organu.

Wróćmy jeszcze do definicji. Czy któraś z tych zaproponowanych jest krokiem w dobrym kierunku?

Na pewno definicja działalności rolniczej. Obecnie mamy kilka definicji działalności rolniczej w różnych aktach prawnych – przede wszystkim w ustawach podatkowych, ale też wiele ustaw posługuje się tym pojęciem (lub pojęciem „działalności wytwórczej w rolnictwie”, jak np. prawo przedsiębiorców). Natomiast zaproponowane w projekcie kodeksu rolnego rozumienie działalności rolniczej pozostaje w zgodzie z coraz powszechniejszym poglądem o tym, że gospodarstwo rolne niekoniecznie musi produkować na zbyt, aby status taki posiadać. Zgodnie z klasycznym, gruntowym ujęciem, znajdującym oparcie w art. 55.3 kc, dla uznania jednostki wytwórczej za gospodarstwo rolne wystarczające jest spełnienie kwalifikacji gruntu jako rolny i możliwość jego rolniczego wykorzystania. Pogląd ten znajduje też oparcie w przepisach dotyczących płatności, a ujęta tam definicja działalności rolniczej obejmuje także utrzymywanie gruntów rolnych przy zachowaniu norm dobrej kultury rolnej, bez konieczności prowadzenia produkcji roślinnej i zwierzęcej. A zatem definicja działalności rolniczej, która zakłada utrzymywanie gruntów przy zachowaniu dobrej kultury rolnej, ale bez konieczności prowadzenia produkcji, jest zdecydowanie pożądaną zmianą.

Czytaj więcej

Wyborcza kiełbasa PiS dla rolników. Kodeks z przywilejami i ochroną przed komornikiem

Emocje budzą regulacje dotyczące odszkodowań za wywłaszczenie – które miałyby też obejmować koszty rozpoczęcia działalności na innym gruncie. Czy to dobra zmiana, czy jednak przepis jest zbyt ogólny i w praktyce okaże się martwy?

W mojej ocenie problematyka wywłaszczeń to nie jest materia kodeksowa. W Polsce tradycją jest tworzenie ustaw całościowo ją regulujących. Pierwszym powojennym aktem była ustawa z marca 1958 r. o wywłaszczeniu nieruchomości, następnie ta problematyka stała się częścią ustawy z 1985 r. o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości, a obecnie jest to część ustawy z 1997 r. o gospodarce nieruchomościami. Obecna regulacja, która jest bardzo dobra, kompleksowa i odpowiada standardom konstytucyjnym, ma zastosowanie do nieruchomości rolnych. Ustawa przewiduje bowiem możliwość uzyskania słusznego odszkodowania lub nieruchomości zamiennej, co stwarza realną możliwość odtworzenia działalności rolniczej w innym miejscu.

Kontrowersje wywołuje też projektowane zwolnienie z egzekucji części gospodarstwa oraz wyłączenie możliwości nabywania gruntów rolnych przez nie-rolników nawet w drodze licytacji komorniczej. Z jednej strony daje to bezpieczeństwo rolnikom, ale z drugiej – zmniejszy ich szanse na kredyt czy pożyczkę.

Całkowicie się zgadzam. Pamiętajmy, że podstawowym celem postępowania egzekucyjnego jest jednak zaspokojenie wierzyciela. Oczywiście, przy zachowaniu pewnych standardów i ograniczeń zapewniających ochronę dłużnika. Obowiązujący kpc wprowadza równowagę między tymi wartościami – i nie widzę potrzeby tworzenia odrębnych przepisów w kodeksie rolnym. Zaproponowana regulacja znacząco ograniczy krąg potencjalnych nabywców gruntów rolnych, a co za tym idzie – zmniejszy liczbę udzielanych rolnikom przez banki kredytów. Bo ich naturalnym zabezpieczeniem jest hipoteka na nieruchomości rolnej. Jeśli możliwość zbycia nieruchomości będzie utrudniona, to banki będą zdecydowanie mniej chętne do udzielania takich kredytów.

Parlamentarzyści proponują też w projekcie szereg ograniczeń dotyczących kontroli w gospodarstwach i karania za wykryte nieprawidłowości. Czy to nie sprawi, że kontrole te staną się iluzoryczne?

Powtórzę – moim zdaniem nie jest to regulacja kodeksowa. Podobne przepisy mamy w ustawie Prawo przedsiębiorców, która ma jednak zdecydowanie publiczno-prawny charakter – także w zakresie kontroli i kar. Więc jeśli ten kodeks miałby ewoluować w kierunku prywatnoprawnym, na pewno nie powinny się w nim znaleźć regulacje tak szczegółowe w zakresie należącym do sfery prawa administracyjnego.

Jeden z przepisów zastrzega, że kontroli mogą dokonywać tylko instytucje państwowe, co ma wykluczyć interwencje organizacji społecznych, głównie tych dbających o prawa zwierząt. Czy to dobra zmiana? I czy rzeczywiście tego typu kontrole są tak uciążliwe dla rolników?

Trudno ocenić, jak bardzo będzie to miało wpływ na poziom ochrony praw zwierząt i ich dobrostan. Należy jednak mieć na względzie, że to organizacje społeczne wskazują na występujące nieprawidłowości, uczulają społeczeństwo na pewne ważne kwestie. Wyłączenie możliwości dokonywania przez nie kontroli w gospodarstwach rolnych stanowi zatem krok wstecz w kwestii praw zwierząt, jak i budowania społeczeństwa obywatelskiego.

„Kodeks” przewiduje również zwolnienie rolników z kosztów sądowych w sprawach o zapłatę należności za produkty rolne, a w innych sprawach dotyczących gospodarstwa obniża je o połowę. Czy to przywilej dla rolników, czy jednak ich sytuacja ekonomiczna to uzasadnia?

Ponownie – nie jest to materia regulacji kodeksowej. Mamy ustawę o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Jej przepisy są spójne – dotyczą zasad pobierania kosztów, ich wysokości, zwrotów, oraz zwalniania od nich. Te przesłanki są uniwersalne i wystarczające. Uważam, że brak jest podstaw do tworzenia szczególnych zasad w odniesieniu do rolników, tym bardziej że ich sprawy nie stanowią oddzielnej kategorii – jak np. sprawy rodzinne czy gospodarcze (chociaż większość doktryny i judykatury uznaje rolnika za przedsiębiorcę, a gospodarstwo rolne za szczególną kategorię przedsiębiorstwa). Nie znajduję zatem argumentów za wyodrębnieniem tej grupy zawodowej pod względem kosztów sądowych. A jeśli już przyjąć w tym zakresie szczególne rozwiązania, to na pewno nie w kodeksie rolnym. Automatyczne zwalnianie lub obniżanie opłat sądowych wobec wszystkich rolników, bez uwzględnienia ich sytuacji majątkowej, to dla mnie rozwiązanie mocno dyskusyjne. Myślę więc, że mogłoby to być traktowane jako nieuzasadniony przywilej dla rolników. Jestem zdecydowanie przeciwniczką automatyzmu w tej kwestii.

Z drugiej strony, ograniczenia egzekucji z wynagrodzenia za prace mają stosować się odpowiednio do egzekucji z dochodów za produkty rolne. Czy te kategorie są na tyle podobne, by je zrównywać?

Moim zdaniem nie. Zresztą przepisy kpc regulują już kwestię egzekucji z gospodarstwa rolnego. Być może należy przyjrzeć się im i zmodyfikować je w odniesieniu do całości czy części przychodów ze sprzedaży produktów rolnych (aby też były chronione). Ale można to zrobić właśnie w kpc w przepisach o postępowaniu egzekucyjnym, a nie w kodeksie rolnym. Zresztą uważam, że obecne ograniczenia egzekucji z gospodarstwa rolnego są wystarczające.

W rozdziale X projektu poruszono kwestię rozliczeń przy zniesieniu współwłasności. I z jednej strony ogranicza się tu wysokość rocznych spłat wobec współwłaściciela, któremu nie przyznano gospodarstwa, a z drugiej przyznaje się mu prawo do wynagrodzenia za przepracowane w gospodarstwie lata (jeśli nie miał wtedy innych dochodów). Czy te tendencje da się w ogóle pogodzić?

Kilkakrotnie podkreślałam, że materia prawna znajdująca się w projekcie nie jest materią kodeksową. Tym razem jednak uważam, że kwestie własnościowe są tak istotną częścią prawa rolnego, że ta regulacja powinna być zdecydowanie obszerniejsza i stanowić wręcz trzon kodeksu. Należałoby nawiązać do koncepcji własności rolniczej prof. Andrzeja Stelmachowskiego, cywilisty i niekwestionowanego autorytetu doktryny prawa rolnego. Łączył on prawo własności ze specyficznym jej przedmiotem, jakim jest gospodarstwo rolne – tworząc w ten sposób pojęcie własności rolniczej. To mogłoby stanowić punkt wyjścia do szerszej regulacji – obejmującej kwestię zniesienia współwłasności, podziału gospodarstwa rolnego, jego dziedziczenia itp. Mamy nawet orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2001 r. stwierdzające, że takie przepisy mogą zostać uchwalone, jeśli uzasadnieniem będzie ochrona gospodarstwa rodzinnego. Jednak uważam, że kwestia rozliczeń przy zniesieniu współwłasności jest wystarczająco uregulowana w kpc – uzależniając wysokość spłat od typu, wielkości i stanu gospodarstwa, sytuacji majątkowej i osobistej zarówno uprawnionego, jak i zobowiązanego do spłat. Sąd ma tu pewną swobodę oceny indywidualnej sytuacji, której nie należy mu odbierać, wprowadzając drobiazgową regulację. Uważam też, że wystarczające jest utrzymanie prawa do zamieszkiwania w gospodarstwie osób, które go nie otrzymały w naturze, a mieszkały w gospodarstwie przed zniesieniem współwłasności.

Czy rolnicy potrzebują rzecznika swoich praw, podobnego do rzecznika MŚP?

Tak, moim zdaniem to właściwe rozwiązanie. Różnicowanie w tym zakresie pozycji prawnej rolników i przedsiębiorców prowadzących działalność pozarolniczą wydaje się nieuzasadnione. Jeśli więc mamy rzecznika małych i średnich przedsiębiorców, to i rzecznik rolników będzie miał co robić.

Dr hab. Dorota Łobos-Kotowska jest profesorem Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, specjalizuje się w prawie rolnym