- Nadchodzą chude lata dla rynku nieruchomości, czego początek wyraźnie już widzimy. Stopy procentowe rosną, proporcjonalnie maleje zdolność kredytowa Polaków. Rzeczoznawcy narzekają na brak zleceń szacowania nieruchomości, ponieważ składanych jest bardzo mało wniosków kredytowych na zakup nieruchomości.

Klienci dość szybko dostają zwrotną informację od swoich doradców kredytowych, że na wnioskowaną kwotę kredytu mają zbyt małą zdolność kredytową.

Widzimy też, że część deweloperów wstrzymuje się z budową osiedli lub wręcz sprzedaje grunty z gotowymi pozwoleniami na budowę. To wszystko nieuchronnie zwiastuje załamanie koniunktury i spadki cen, ale... nie nastąpi to tak szybko, jak szybko pisze się ten tekst.

Rynek nieruchomości cechuje bowiem bardzo duża bezwładność i zbywający długo „trawią" informacje o mniejszej wydolności rynku nieruchomości. O ile szybko i z radością reagują na wzrosty cen, o tyle przyjęcie do wiadomości informacji o gorszej koniunkturze już tak przyjemne nie jest.

A zatem w podobnych sytuacjach najpierw mamy do czynienia z zatrzymaniem popytu na zakup nieruchomości. Następnie widać wzrost zainteresowania najmem, a na końcu zaczynają się pojawiać niższe ceny sprzedawanych nieruchomości.

Na pierwszy ogień idą te nieruchomości, które muszą być szybko sprzedane z powodów życiowych (rozwód, choroba, lub zbyt wysokie raty kredytu). Potem do tych niższych cen musi się dostosować stopniowo cały rynek. I taki stan zwykle trochę trwa. 14 lat temu trwał on od 2007 do 2012 roku. Przy czym „ożywienie" w 2012 r. oznaczało niejednokrotnie sprzedaż na poziomie 30-40 proc. poniżej tego, co możliwe było w 2007 r.

Jednak w latach 2007-2012 rynek jakoś jednak działał. I tym funkcjonowaniem było właśnie ożywienie się rynku najmów. Mieszkania wynajmowali nie tylko studenci czy pracownicy przyjeżdżający do większych miast, ale i ci wszyscy, którzy nie mogli zaciągnąć kredytu lub ci, którzy uciekali przed zbyt wysokimi ratami, sprzedając swoje mieszkania.

Niewykluczone więc, że czeka nas powtórka z rozrywki. Jeśli mielibyśmy do czynienia z podobnym jak rozpoczętym w 2007 roku scenariuszem, nie ma obaw co do funkcjonowania najmów. Może natomiast zmniejszyć się spekulacyjna wartość nieruchomości, flippów czy innych dotychczas lukratywnych form zarabiania na nieruchomościach.