W ostatnim okresie jesteśmy świadkami narastającej dyskusji wywołanej podjęciem przez rząd prac nad zmianą ustawy – Kodeks postępowania administracyjnego. Temat jest gorący, bezpośrednio związany z restytucją mienia, a raczej jej brakiem. Od pewnego czasu otrzymujemy skrajnie różne komunikaty, które mogą wprowadzać w błąd opinię publiczną, zarówno co do powodu podjęcia prac nad tą ustawą, jak i jej skutków. Ponieważ nie każdy musi się znać na tak złożonej materii, warto rzecz przeanalizować i zweryfikować narosłe wokół niej mity i przekłamania.

Nie dotyczy tylko reprywatyzacji

Rząd twierdzi, że wykonuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego, co jest prawdą, ale tylko częściową.

Czytaj także: Sejm przyjął ustawę blokującą roszczenia o mienie bezspadkowe

Proponowane uregulowania idą znacznie dalej, niż to wynikało ze wspomnianego wyroku. Zostały poszerzone przez posłów PiS podczas prac podkomisji sejmowej i są skrajnie niekorzystne dla osób domagających się zwrotu zawłaszczonego mienia. Powstaje zatem pytanie: cui bono?

Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Jeśli ustawa wejdzie w życie w obecnej formie, to praktycznie zamknie drogę do ubiegania się o jakąkolwiek rekompensatę, a dodatkowo – co jest szczególnie niewiarygodne – umorzy już prowadzone postępowania. Osoby, które prowadzą swoje sprawy od wielu lat (nie ze swojej winy, tylko z powodu opieszałości administracji), często ponosząc z tego tytułu wysokie koszty, bez względu na ich aktualny stan, zostaną więc odprawione z niczym.

Jest wysoce prawdopodobne, że rząd cynicznie skorzystał z pretekstu, żeby ostatecznie zamknąć temat reprywatyzacji, nie licząc się zupełnie z istniejącymi roszczeniami.

W wielu wypowiedziach wysokich urzędników państwowych miesza się, nie wiadomo czy celowo, czy też z braku wiedzy, kwestię reparacji wojennych i reprywatyzacji. Rozdzielmy to raz na zawsze. Reparacje wojenne winni wypłacić nam Niemcy za zniszczenia dokonane podczas wojny i okupacji, tj. w latach 1939–1945. Jak wiemy, rząd oszacował wysokość tych szkód i trzymamy kciuki, żeby udało się wynegocjować jak najszybciej wypłatę.

Z kolei nacjonalizacja mienia została dokonana przez władze komunistyczne na terenach wyzwolonych już spod władzy okupacyjnej. Proces ten trwał kilka lat, w miarę umacniania się nowego, narzuconego nam, rządu. Dotyczył szerokich kręgów obywateli, nie tylko ziemian i przemysłowców oraz właścicieli nieruchomości w Warszawie. Objęci nimi zostali także aptekarze, właściciele obligacji Skarbu Państwa i mniejszych nieruchomości, jak: młyny, sklepy, warsztaty produkcyjne. Chodziło o to, żeby ubezwłasnowolnić społeczeństwo i odebrać mu możliwość oporu poprzez pozbawienie go zaplecza ekonomicznego. Za te czyny odpowiedzialne są wyłącznie władze polskie i w żadnym razie nie można nimi obciążać Niemców, którzy mają swoje winy.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Podsumowując: reparacje wojenne powinny być wypłacone przez Niemców, a odszkodowania z tytułu nacjonalizacji przez władze polskie (a konkretnie III RP jako następcę prawnego PRL). To są dwa różne typy roszczeń, skierowane do dwóch różnych podmiotów.

Nie damy się zastraszyć

W obecną sytuację wpisuje się zatrzymanie przez państwowe służby ważnego działacza środowiska ziemiańskiego, który od wielu lat z mozołem odbudowuje swój rodzinny pałac, którego nie odzyskał, lecz sam odkupił od państwa. Co jest szczególnie zdumiewające, zatrzymanie odbyło się dokładnie w dniu, w którym miało odbyć się pierwotnie pierwsze czytanie nowelizacji kodeksu postępowania administracyjnego.

Wśród wielu zatrzymanych to właśnie działacz ziemiański nie otrzymał możliwości wyjścia z aresztu za kaucją. Nie jest to niebezpieczny przestępca, ale szanowany w Polsce i znany ze swoich działań charytatywnych na rzecz polskiej kultury filantrop. Współfinansował m.in. sprowadzenie do polski zaginionych w trakcie drugiej wojny światowej 20 obrazów z kolekcji Potockich i wyremontował polską kaplicę w Czeczelniku na Ukrainie. Dziś jest w trakcie budowy kościoła w Guzowie, który powstaje, by spełnić obietnicę jego przodka daną lokalnej społeczności. Jego działalność na polu restytucji mienia dla potomków rodzin ziemiańskich od dawna była dla niektórych solą w oku.

Odbieramy samo zatrzymanie oraz ten całkowicie niepotrzebny i niczym nieuzasadniony areszt jako próbę zastraszania całego środowiska ziemiańskiego, aby nie podejmowało działań sprzeciwiających się nowelizacji kodeksu postępowania administracyjnego.

Pełna i powszechna ustawa

Powstaje pytanie, komu powinno zostać wypłacone zadośćuczynienie. I tutaj także sprawa jest prosta. Wszystkim tym, których rodziny posiadały 1 września 1939 r. znacjonalizowane później majątki i którzy potrafią przed sądami dowieść prawa dziedziczenia.

Mienie bezspadkowe przechodzi więc na Skarb Państwa. Decydować powinien wyłącznie fakt własności i jej utraty, a nie pochodzenie etniczne właścicieli czy też wyznanie religijne. Dlatego nie ma mienia polskiego czy żydowskiego. Jest po prostu mienie dawnych właścicieli, obywateli II RP, za które należy się rekompensata.

Jak widać, żyjemy w świecie pełnym mistyfikacji i przekłamań. Nie jest to przypadkowe, służą one realizacji określonych celów politycznych. Rząd, wykorzystując całą machinę propagandową, narzucił swoją narrację, wprowadzając w błąd nieświadome społeczeństwo. Myślę, że uniknęlibyśmy tego, gdyby zdobyto się na uchwalenie, wzorem innych krajów, ustawy reprywatyzacyjnej. Pamiętajmy, że nasza konstytucja rozróżnia własność od innych praw majątkowych i wyraźnie akcentuje jej wyższą rangę. Odrębnie art. 64 konstytucji gwarantuje ochronę prawa dziedziczenia. Adresatem obowiązków wynikających z tego prawa (w tym zapewnienia im równej ochrony prawnej) są władze publiczne.

Autor jest prezesem Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego