Reklama

Zmotywowani i poparzeni

Fatalnie – bo w szpitalu – zakończyła się przygoda pracowników agencji handlu nieruchomościami na kursie motywacyjnym w Vermicino. Kazano im chodzić po rozżarzonych węglach

Publikacja: 07.07.2010 02:42

Tecnocasa, jedna z większych włoskich agencji nieruchomości, postanowiła w dobie kryzysu i zapaści na rynku zmotywować swoich pracowników z Rzymu i okolic do wytężonej pracy. Misję powierzono specjalistycznej firmie Alessandro Di Priamo, która od 12 lat motywuje pracowników poważnych włoskich firm i spółek, m.in. potężnego banku San Paolo-Imi, grupy hotelowej Movenpick, Renault Italia, Nissan Italia, wielu spółek ubezpieczeniowych, a nawet supermarketów.

Jak wynika z bogatej w treść strony internetowej www.alessandrodipriamo.it, założyciel i właściciel firmy specjalizuje się w maratonach pustynnych (240 km po Saharze) i za odpowiednią opłatą gotów jest przekazać chętnym swoje doświadczenia w przezwyciężaniu barier mentalnych i fizycznych. Obiecuje, że dzięki jego metodzie PNL (Programowanie – Neutrony – Lingwistyka) nawet zahukana biurowa myszka przemieni się w charyzmatycznego lidera, patentowani lenie w stachanowców, a zakompleksieni nabiorą do siebie należytego szacunku. Oferuje również usługi dla sportowców – indywidualnie i w grupach. Napisał nawet na ten temat książkę “Oltre” (“Przekroczyć granice”), która doczekała się już trzech wydań.

[wyimek]Media radzą kursantom chodzić na rękach, by poprawić ukrwienie mózgu[/wyimek]

Tecnocasa wysłała swoich pracowników na przekraczanie granic do hotelu w pięknej renesansowej willi w Vermicino niedaleko Rzymu w ramach dwudniowego szkolenia “Motivation Day”. Właściciel nieco się zdumiał, gdy na zakończenie polecono mu w niemal 40-stopniowym upale rozpalić piece, a potem wysypać węgle na piaskową ścieżkę. Chwilę potem motywator poprowadził nią dziewięcioro kursantów. Niestety, wszyscy oni dotkliwie się poparzyli, a gdy okłady z surowych kartofli nie pomogły, wylądowali w szpitalu. Motywator tłumaczy, że najwidoczniej uczestnicy nie podeszli do kursu z należytą powagą i skupieniem, zwłaszcza że jemu spacer po węglach nie zaszkodził. Teraz kursanci mogą w spokoju analizować swoje błędy, bo hospitalizacja potrwa minimum dziesięć dni.

Wszystko miało być inaczej. Jak wynika ze strony internetowej Di Priamo, “chodzenie po rozżarzonych węglach (firewalking) uczy regulacji stanu ducha i własnych zachowań, tak by być gotowym do podejmowania odważnych decyzji i dzięki temu łatwo osiągać peak performance (szczytowe osiągnięcie)”.

Reklama
Reklama

Bezlitosne włoskie media pytają: w łóżku czy w biurze? Doradzają, by poparzeni próbowali teraz chodzić na rękach, bo to prowadzi do ukrwienia mózgu. Stacje radiowe grają na przemian “I Bring You Fire” i “Light My Fire”, wyrażając przy okazji nadzieję, że pan Di Priamo na swoich kursach nie uczy chodzenia po wodzie.

[i]—Piotr Kowalczuk z Rzymu[/i]

masz pytanie, wyślij e-mail do autora

[mail=p.kowalczuk@rp.pl]p.kowalczuk@rp.pl[/mail]

Zawody prawnicze
Notariusze zwalniają pracowników i zamykają kancelarie
Spadki i darowizny
Czy darowizna sprzed lat liczy się do spadku? Jak wpływa na zachowek?
Internet i prawo autorskie
Masłowska zarzuca Englert wykorzystanie „kanapek z hajsem”. Prawnicy nie mają wątpliwości
Prawo karne
Małgorzata Manowska reaguje na decyzję prokuratury ws. Gizeli Jagielskiej
Nieruchomości
Co ze słupami na prywatnych działkach po wyroku TK? Prawnik wyjaśnia
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama