Najlepiej inwestować w krajach, gdzie wprawdzie ceny nieruchomości w ostatnich latach szły w dół, ale obecnie już widać oznaki ożywienia. Należy do nich bez wątpienia Hiszpania, gdzie mieszkania i domy od 2002 r. staniały o ok. 50 proc.
– Rynek hiszpański ponownie zaczynają odwiedzać inwestorzy. Ciekawe oferty dość szybko się wyprzedają – zapewnia Jacek Szyc, szef firmy Carisma, pośredniczącej w kupnie i wynajmie nieruchomości za granicą.
Najlepszą lokatą kapitału są – według niego – wakacyjne apartamenty, zwłaszcza w pierwszej linii brzegowej. Na przykład dom w pierwszej linii brzegowej na Costa Blanca, oferowany pierwotnie za 1 mln euro ( ok. 4,2 mln zł), można kupić już za niecałe 700 tys. euro (ok. 3 mln zł).
Pośrednicy polecają szczególnie apartamenty hotelowe, z gwarantowanym zyskiem. – Największe stopy zwrotu można osiągnąć, kupując nowe lokum z dwiema sypialniami oraz dwiema łazienkami.
– Nieruchomości z drugiej ręki wynajmują gorzej. Poza tym ważne jest wyposażenie i umeblowanie – im bardziej luksusowe, tym chętniej turyści zdecydują się na wynajem – opowiada Małgorzata Wargocka-Borska z firmy Casa en Sol, pośredniczącej w transakcjach sprzedaży i najmu.
Atrakcyjnym regionem, zdaniem Joanny Kaczyńskiej z firmy Nieruchomości za Granicą, są dziś Wyspy Zielonego Przylądka oraz Włochy.
– Na Capo Verde ceny nieruchomości rosną z roku na rok. Natomiast we Włoszech warto inwestować w Lazio (Rzym i okolice) lub w Kalabrii, która ciągle jest mało odkryta przez turystów – mówi Kaczyńska.
Natomiast Bartłomiej Maczaluk z biura pośrednictwa Rellox radzi „konserwatywnym", aby inwestowali w Austrii, Szwajcarii czy Francji.
– Na przykład w Austrii ceny nieruchomości rosną o ok. 3 proc. rocznie, nawet w czasie kryzysu. Dochody z najmu w Alpach sięgają 7 proc. rocznie. Podobnie jest w Szwajcarii, gdzie od przyszłego roku zacznie obowiązywać zakaz budowy nowych domów. Kupno budynku w tym roku będzie owocowało wzrostem jego wartości w przyszłości – twierdzi Maczaluk.
Z kolei odważniejszym inwestorom radzi szukać ofert w USA. – Ceny w tym kraju od 2006 r. spadły o 33 proc. Teraz rynek zaczyna odżywać, choć stawki prawdopodobnie będą stabilne do 2014 r. W międzyczasie właściciele nieruchomości mogą czerpać zyski z korzystnych tam czynszów – tłumaczy Bartłomiej Maczaluk.
W Hiszpanii, w zależności od lokalizacji, dochody z tytułu najmu dają 5 – 12 proc. rocznie. Na przykład hiszpański apartament o pow. 70 mkw., za ok. 100 tys. euro (ok.420 tys. zł), może przynieść co roku 8 tys. euro (33,6 tys. zł) dochodów z czynszu.
Mieszkanie w Sölden w Austrii kupimy np. za 198 tys. euro (ok. 832 tys. zł). Właściciel takiego lokum uzyska ok. 7 proc. dochodu z czynszu.
Na Wyspach Zielonego Przylądka kupimy 3-pokojowy apartament hotelowy o pow. 74 mkw. za 150 tys. USD (ok. 480 tys. zł). Inwestycja przyniesie 8 – 12 proc. zysku rocznie.
We włoskiej Kalabrii najem trzypokojowej willi o pow. 86 mkw., kupionej za 239 tys. euro (ok. 1 mln zł), pozwoli osiągnąć 5 – 8-proc. stopę zwrotu. Natomiast w USA dom w Detroit można kupić nawet za niecałe 47 tys. USD (ok. 150 tys. zł). W tym przypadku roczny czynsz przyniesie ok. 7,5 tys. USD (ok. 24 tys. zł), co daje 16,1-proc. stopę zwrotu.