Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył wczoraj cztery pytania prawne (sygnatura akt: P 27/11S).
Wszystkie skierował do niego Sąd Rejonowy z Janowa Lubelskiego (I wydział karny). Dwa przypadki dotyczyły postawienia tablic reklamowych, jeden wiaty i jeden robót budowlanych w domu mieszkalnym. Sprawy te łączyło jedno. W żadnej nie zostały załatwione formalności budowlane. Zainteresowani nie uzyskali więc pozwolenia na budowę lub nie dokonali zgłoszenia do starosty. Doszło do samowoli budowlanej. Z tego powodu do tego sądu rejonowego trafiły wnioski o ukaranie inwestorów na podstawie art. 90 prawa budowlanego, który jest przepisem karnym.
Ten przepis przewiduje, że kto w przypadkach określonych w art. 48, art. 49b, art. 50 ust. 1 pkt 1 lub art. 50 ust. 1 pkt 2 wykonuje roboty budowlane, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Sąd nabrał zaś wątpliwości, czy art. 90 prawa budowlanego jest konstytucyjny.
Według sądu narusza on m.in. zasadę demokratycznego państwa, jest bowiem nadmiernie represyjny wobec osób, które popełniły samowolę budowlaną. Ponadto nie określa wprost przypadków, w których wykonanie robót budowlanych staje się przestępstwem. Zamiast tego wymienia szereg innych przepisów z prawa budowlanego, czyli za znamiona przestępstwa uznaje sytuacje określone w innych uregulowaniach. Z tych powodów kwestionowany przepis – zdaniem Sądu Rejonowego – poprzez swoją niejednoznaczność narusza zasadę nullum crimen sine lege certa ( nie jest przestępstwem czyn, który nie był zabroniony w momencie jego popełniania).
TK podkreślił, że karanie samowoli nie jest nowe. Było stosowane już przed II wojną
Trybunał nie podzielił jednak wątpliwości Sądu Rejonowego z Janowa Lubelskiego. Uznał on, że art. 90 prawa budowlanego w zakresie, w jakim przewiduje odpowiedzialność karną za prowadzenie robót budowlanych bez wymaganego pozwolenia oraz w zakresie, w jakim przewiduje prowadzenie robót budowlanych bez wymaganego zgłoszenia – jest zgodny z konstytucją.
Według Trybunału brak dostatecznej precyzji może być podstawą orzeczenia niekonstytucyjności przepisu, ale tylko jeżeli nie jest możliwe ustalenie jego treści w drodze wykładni – w tym sądowej. W tym zaś konkretnym wypadku jest to możliwe, o czym świadczy istniejące już orzecznictwo.
Trybunał nie zgodził się także z zarzutem nadmiernej restrykcyjności tego przepisu. Kodeks karny –tłumaczył wczoraj – mówi o społecznej szkodliwości czynu i w zależności od jej stopnia sąd może postępować różnie, a gdy jest ona znikoma, nawet umorzyć postępowanie.