Tysiące pasażerów, którzy po raz pierwszy przyjeżdżają superszybkimi pociągami z Paryża, Londynu czy Kolonii na brukselski dworzec Midi przeżywają szok. Od lat słyszeli o mieście, które nazywa się stolicą Europy i gdzie regularnie spotykają się przywódcy europejskich państw. Ale oto przed nimi rozpościera się obraz nędzy i rozpaczy. To granica Anderlechtu i Saint-Gilles, dwóch spośród wielu innych dzielnic miasta w coraz większym stopniu kontrolowanych przez narkotykowe mafie. Odór moczu nie pozwala przejść tunelem łączącym obie części Brukseli. Grupki młodych mężczyzn patrzą spod łba na przechodniów. A policja radzi, aby się tu nie zapuszczać nocą.