Skąd taka nagła zmiana brzmienia? Zapatrzyłeś się na innych muzyków – Kasię Nosowską, Hey, Rojka, Podsiadło, którzy zainteresowali się elektroniką?

Dwa lata temu nagrałem płytę z Pidżamą Porno, na której nie było grama elektroniki. Po tym przyszła ochota, żeby odwrócić wszystko. Praktycznie nie słucham teraz muzyki, ale wyjątkiem jest czas, kiedy jadę autem. Włączam wtedy lokalne studenckie radio w Poznaniu, lub inne stacje, gdy jadę na koncerty. Łapię się wtedy na tym, że słyszę kolejnych młodych artystów, w pełni ukształtowanych, profesjonalnych, o których nic nie wiem. Kiedy jeszcze pracowałem w radiu, czułem wewnętrzny oblig, żeby być na bieżąco, ale komórki neuronowe odpowiedzialne za odruchy dziennikarskie zamarły i naprawdę nie jestem w stanie wymienić konkretnych artystów, którzy mnie zaintrygowali.

Kompletnie nikogo?

Cywilizacja i religia wmawiają nam monogamiczność, ale historia ludzkości jest inna

Krzysztof „Grabaż” Grabowski

Są wyjątki. Opowiem anegdotę. W zeszłym roku graliśmy koncert w Szczecinie. Na afiszu była następująca kolejność: Sylwia Grzeszczak, my i Sannah. Spytałem siebie samego: kto to jest ta Sannah? Wpisałem ją do YouTube’a i widzę, że to wokalistka, której piosenki mają 80 albo 100 mln wyświetleń. Pomyślałem: zgadzam się na taką kolejność! Okazało się też, że Sannah to przemiła osoba, która tworzy fajną muzykę.

Nie masz problemów z pokorą wobec młodych, utytułowanych wykonawców?

A skąd! Cała zabawa w muzycznym biznesie polega na tym, żeby siebie wzajemnie słuchać i inspirować. Dlatego dwa lata temu była we mnie przekora, by zrobić płytę „wintydżową”, rock and rollową, a teraz napisałem takie piosenki, do których pasowało elektroniczne instrumentarium. Gitarowe wersje demo były nie zadawalające. Elektronika spadła mi z nieba.

mat.pras.

A jak koledzy z zespołu zareagowali na zmianę?

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Jakby to ująć? To było trochę przeze mnie wymuszone. Ale gramy ze sobą dwadzieścia lat. Przebyliśmy długą drogę, a każda z naszych płyt jest inna. Jak każdy zespół z dużym stażem, dotarliśmy do punktu, który może trudno nazwać wypaleniem, ale trzeba mówić o trudności przeskoczenia samego siebie. Każdy z nas ma swoje ulubione patenty, a teraz musieliśmy spojrzeć na aranżację piosenek z innego punktu widzenia.

Wręczyłeś kolegom komputery i syntezatory?

Nie. To jest pierwsza płyta, której nie wyprodukowaliśmy sami. Produkcją zajął się Sławek Pietrzak.

Wasz i Kultu wydawca, szef SP Records.

Tak: przewrót pałacowy dokonał się, ale z pomocą wojsk zaciężnych. Sławek współpracował z Andrzejem Izdebskim i Danielem Maczurą. Warto dodać, że Sławek jest też muzykiem.

A jak zaplanowałeś teledyski „Niebotyczne wniebowstąpienie” i „Zachmurzony w tobie”, które pokazują wielką miłość, ale i jej zmierzch, zaś ty wystąpiłeś w roli głównej, jeżdżąc mercedesem, emablując partnerkę w kawiarni.

Nie za bardzo wierzę w otchłanie piekielne, za to piekło, jakie wytwarzają sobie ludzie, jest faktem niezaprzeczalnym

Krzysztof „Grabaż” Grabowski

Wiosłuję też łodzią, jestem kompozytorem muzyki i autorem słów. Ale całość koncepcji, scenariusz i reżyseria to dzieło Sławka Pietrzaka. Od pewnego czasu wziął nas pod swoje skrzydła i „zmonopolizował” produkcję teledysków. Jestem mu wdzięczny szczególnie za wymyślanie scenariuszy.

Zaprosił cię do grania playboya najpierw zwycięskiego, a potem przegranego.

Miłość, tak jak wszystko, ma swój kres. Pewne rzeczy wybuchają, a potem gasną. O tym piszę.

O tym i o zdradach w związku jest piosenka otwierająca album.

Piszę o wojnie płci, która trwa od zawsze. Cywilizacja i religia wmawiają nam monogamiczność, ale historia ludzkości jest inna – kręta i powikłana. Zdradza się ojczyznę, zdradza się kobietę.

Śpiewasz, że kobiety też zdradzają.

Tak i muszę to podkreślić, bo żyjemy w dobie absolutnego równouprawnienia. Obie strony zadają sobie ciosy solidarnie.

Czyli temat „smarowania ukochaną osobą chleba” się skończył?

Był to czas miłości w jej szczycie, a teraz są piosenki o tym jak się z tego szczytu schodzi, a wręcz spada. To jest przypisane do losu człowieczego jak mycie zębów czy wyrzucanie śmieci. Z takiego myślenia wziął się zresztą tytuł płyty „Piekło”. Nie za bardzo wierzę w otchłanie piekielne, za to piekło, jakie wytwarzają sobie ludzie, jest faktem niezaprzeczalnym. Jesteśmy w tym najlepsi na świecie!

Teledysk dobitnie to pokazuje.

Skojarz to z „Nożem w wodzie”, gdzie bohaterami nie były mazurskie jeziora, tylko trójka osób na jachcie oraz łączące, a w zasadzie dzielące, ich relacje. To mój ulubiony film Polańskiego o podróży na koniec lata. W życiu lato też się kończy. Przychodzi jesień. Nasi bohaterowie nie mogą na siebie patrzyć. Nic do siebie nie mówią przez cały teledysk.

Nie obawiasz się krytyki feministek za frazę „sucze triki”?

Jestem zdeklarowanym feministą. O tym jest „Stroiciel wiolonczel”, piosenka, inspirowana Strajkiem Kobiet. Kiedy kobiety walczą o swoje „być albo nie być” zawsze jestem po ich stronie. To, co zrobiła policja, jest największym skandalem. Jak można bić kobiety?

Trzeba być „średniowiecznym ludzikiem”, o którym śpiewasz w „Stroicielu wiolonczel”. A także o tym, że Polacy sami sobie robią piekło. A zwłaszcza Polkom. Mocno komentujesz polską politykę. A jak skomentujesz brak zmiany?

Myślę, że duża część Polaków śni sen bardzo statycznego misia. Zaczyna się wiosna, ale jemu w gawrze jest dobrze, zaś tych, którzy obudzili się na czas i wiedzą co się im nie podoba i dlaczego, jest z kolei za mało. Wiadomo, że zmiana będzie. Tylko kiedy i za jaką cenę?

Napisałeś też piosenkę ekologiczną. To teraz program obowiązkowy czy słowa płynące z serca?

To jest moja pierwsza piosenka ekologiczna. Kocham wodę. Kiedy jeżdżę na wakacje – wynajmuje zawsze dom nad morzem. Często siedzę nad morzem, nad jeziorem albo patrzę na rzekę. Tak się uspokajam. A może wracam do dzieciństwa i szczęśliwych chwil, bo rodzice wychowywali mnie nad wodą? Niestety, nie wszyscy zdają sobie sprawę, że morze wygląda pięknie, ale jest też jedną wielką beczką prochu. Składem broni, paliwa, torped, ścieków, czyli bombą ekologiczną, która niedługo może wybuchnąć. Gdy śpiewam o jeziorach Kownackim i Głębokim – poruszam się w sferze faktów.

Segregujesz grzecznie śmieci?

Tak. Oczywiście, mój syn jest o wiele bardziej wyczulony na te kwestie, bo jest ode mnie dwadzieścia kilka lat młodszy. Kiedy miał osiem lat razem nakręciliśmy film o segregowaniu śmieci dla jego szkoły. Katastrofa ekologiczna bądź jej uniknięcie to są dla mojego syna i jego rówieśników kwestie realnie pojmowanej przyszłości. Wcześnie o tym zaczęliśmy rozmawiać. To, że Polacy zaczęli segregować śmieci - uważam za jedno z naszych większych osiągnięć cywilizacyjnych. Inne rzeczy mniej nam wychodzą. Skutki chowania głowy pod kołdrę widać na przykładzie kopalni Turów.

Co teraz czytasz i oglądasz?

Załapałem się na falę serialową. To mnie relaksuje. Podobnie jak kryminały. A jeśli chodzi o poważniejsze lektury – czytam książki fachowe. Jestem historykiem z wykształcenia, który jako student grał rock and rolla. Czytanie lektur pozostawiałem kolegom, którzy robili notatki, a ja z nich korzystałem. Jednak po czterdziestce wróciłem do lektur. Ostatnio czytałem o „geniuszu Karpat”, czyli Nicolae Ceaușescu. Interesuje mnie światowy ruch robotniczy, losy partii komunistycznych, bo to są historie jak z „Ojca Chrzestnego”. Niezła sekta! Ostatnio czytałem też o skandynawskim korzeniach Rosji.