Jurek Dybał: Najważniejsze to grać z pasją

– Krzysztof Penderecki był otwarty na interpretacyjne podpowiedzi wykonawców – mówi dyrygent Jurek Dybał.

Publikacja: 23.03.2023 03:00

Dyrygent Jurek Dybał

Dyrygent Jurek Dybał

Foto: Meta Artist International

Na Wielkanocnym Festiwalu Beethovenowskim, który zaczyna się w niedzielę, zadyryguje pan Sinfoniettą Krzysztofa Pendereckiego. Wcześniej nagrał ją na płycie, która powstała przy współpracy z kompozytorem.

Album „Penderecki Sinfonietta’s”, wydany przez Sony ukazał się już po jego śmierci, więc stał się hołdem dla Krzysztofa Pendereckiego. Ale z Sinfoniettą Cracovia wykonywaliśmy te utwory często pod moją i jego dyrekcją, wielokrotnie profesor uczestniczył w próbach. Wersje sinfoniett zarejestrowane na płycie są więc najbardziej zbliżone do tego, czego chciał, pracowaliśmy na przykład wspólnie nad precyzyjnym ustaleniem tempa czy wydobyciem na pierwszy plan niektórych instrumentów.

Sinfonietta numer 2 jest o tyle wyjątkowa, że z orkiestrą gra w niej instrument solowy.

Płytę nagraliśmy ze wspaniałym Danielem Ottensamerem, klarnecistą Filharmoników Wiedeńskich, ale partię solową można powierzyć różnym instrumentom, a wówczas muzyka nabiera nowych znaczeń. Profesor lubił tego rodzaju eksperymenty, cieszył się osiąganymi różnymi barwami muzyki. Solowym instrumentem może być też flet i na nim zagra na festiwalu Massimo Mercelli, przyjaciel profesora i wielokrotny wykonawca jego utworów. Ostatnia część nosi tytuł „Abschied”, pożegnanie, napisana została po śmierci jego wydawcy i przyjaciela, więc festiwalowe wykonanie będzie miała symboliczne znaczenie.

Dla Pendereckiego najważniejsze było podejście z pasją, z emocją do utworu, odczytanie tego, co chciał w nim zawrzeć.

Krzysztof Penderecki lubił, gdy wykonawcy nanosili pewne zmiany w jego utworach?

Tak i to go wyróżniało. Zwłaszcza w późniejszym okresie twórczości był otwarty na interpretacyjne podpowiedzi, choć miały one pewne granice. Dla niego najważniejsze było podejście z pasją, z emocją do utworu, odczytanie tego, co chciał w nim zawrzeć, a nie fundamentalistyczne traktowanie zapisu nutowego. Kiedyś miał z nim wystąpić młody wiolonczelista i na próbie profesor poprosił go, by pewien fragment zagrał wyraziściej. „Ale tu jest napisane trzykrotne piano” – odpowiedział muzyk. „Proszę spojrzeć na dedykację utworu. Powstał dla Mścisława Rostropowicza, jego piano brzmiało inaczej”.

Jakie były pierwsze pana spotkania z muzyką Krzysztofa Pendereckiego?

Gdy jeszcze jako student i kontrabasista grywałem w orkiestrze Sinfonia Varsovia, a potem w różnych jej wcieleniach jak Penderecki Festival Orchestra. To nie był czas bliższych kontaktów, stopniowo przechodziłem szczeble wtajemniczenia – jako członek orkiestry, potem jako muzyk kameralista miałem okazję spotkać bezpośrednio profesora i co zapoczątkowało przyjaźń nie tylko muzyczną. Próbowałem go namówić, żeby napisał coś na kontrabas i tak powstała kwintetowa wersja kwartetu „Kartki z niezapisanego dziennika”. Pracowałem z nim nad jego „Duo concertante”, napisanym dla Anne-Sophie Mutter, z nią też dokonałem polskiego prawykonania. A z Sinfoniettą Cracovia zacząłem dyrygować jego utworami, na początek „Sinfoniettą per archi”. Profesor udzielił mi wtedy rady: „Drugą częścią dyryguj tak, by była grana jak najszybciej, o to mi tu chodziło. Mnie nie zawsze się to udaje”.

Niedawno zaprezentował pan opracowane przez siebie fragmenty nieukończonej opery Krzysztofa Pendereckiego „Fedra”.

Na prośbę pani Elżbiety Pendereckiej zdecydowałem się je złożyć w pewną całość. Profesor próbował napisać tę operę, ale zmagał się z tekstem Racine’a. Po jego śmierci pani Elżbieta znalazła pudło z napisem „Fedra”, w środku były manuskrypty z zapiskami świadczącymi o walce z materią tekstu oraz znaczący dopisek: „Zrobię z tego pięcioczęściową suitę”. Z tego, co pozostawił, udało się stworzyć kilkunastominutowy, w miarę spójny utwór ze szczególnie pięknymi partiami chóru.

Opracował pan też suitę z „Króla Ubu” Krzysztofa Pendereckiego.

Zrobiłem to na życzenie profesora. Po premierze „Króla Ubu” w Operze Śląskiej, którą przygotowałem, powiedział, że dawno się tak nie bawił, a o to mu chodziło, gdy komponował. W tym utworze jest wiele świetnej muzyki instrumentalnej, aż prosi się, by ją grać na koncertach. Suita powstała jako prezent na jego 85. urodziny i mam nadzieję, że wejdzie do kanonu wykonawczego. Zwłaszcza że on sam traktował „Króla Ubu” w sposób szczególny. Do innych swoich utworów podchodził bardziej skrupulatnie.

Można jeszcze coś odkryć w materiałach, które pozostawił?

Prawdopodobnie istnieją zapiski do „Austerii”, kolejnej opery, którą chciał skomponować. Być może napisał do niej taniec żydowski, kiedyś wspominał mi, że chciałby zrobić taki na skrzypce i kontrabas, choć zamiast niego powstało „Duo concertante”. Niezależnie jednak od tego, czy znajdziemy coś czy nie, jego muzyki jest ogromnie wiele. To jedyny w dziejach polski kompozytor kompletny, w jego dorobku są wszystkie formy muzyczne na różne składy wykonawców, od wielkich orkiestr po solistów. A cała twórczość prezentuje ten sam, światowy poziom.

I zdominowała pana życie dyrygenckie?

Tak, chcę być kimś w rodzaju animatora, który ułatwi dojście do niej.

27. Wielkanocny Festiwal Beethovenowski

Rozpoczyna się 26 marca występem Korea National University of Arts Symphony Orchestra, zakończy w Wielki Piątek wielkim dziełem „Siedem bram Jerozolimy” Krzysztofa Pendereckiego, którego muzyka będzie mocno obecna w całym programie, gdyż w tym roku przypada 90. rocznica urodzin kompozytora. Hasło tegorocznej edycji „Beethoven – pomiędzy Wschodem a Zachodem” to okazja do pokazania różnorodnych inspiracji muzycznych. Będzie można posłuchać m.in. symfonii „Koreańskiej” i VI symfonii „Pieśni chińskie” Pendereckiego czy koncertu skrzypcowego Japończyka Toshio Kosokawy. Obok wielkich dzieł Beethovena (V symfonia czy „Missa solemnis”), będą nieznane opery, słynna V symfonia Mahlera, ale też kwartety Beethovena i Pendereckiego.
W ciągu 13 dni w Warszawie odbędzie się 15 koncertów. Festiwal zawita ponadto do Krakowa oraz do Gdańska, Katowic, Kazimierza Dolnego, Łodzi, Radomia, Szczawna-Zdroju, Szczecina i Wrocławia. Szczegóły: www.beethoven.org.pl. 

Na Wielkanocnym Festiwalu Beethovenowskim, który zaczyna się w niedzielę, zadyryguje pan Sinfoniettą Krzysztofa Pendereckiego. Wcześniej nagrał ją na płycie, która powstała przy współpracy z kompozytorem.

Album „Penderecki Sinfonietta’s”, wydany przez Sony ukazał się już po jego śmierci, więc stał się hołdem dla Krzysztofa Pendereckiego. Ale z Sinfoniettą Cracovia wykonywaliśmy te utwory często pod moją i jego dyrekcją, wielokrotnie profesor uczestniczył w próbach. Wersje sinfoniett zarejestrowane na płycie są więc najbardziej zbliżone do tego, czego chciał, pracowaliśmy na przykład wspólnie nad precyzyjnym ustaleniem tempa czy wydobyciem na pierwszy plan niektórych instrumentów.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Muzyka klasyczna
Lech Wałęsa z Beethovenem spotkali się w stoczni
Materiał Promocyjny
Paderewski na Ujazdowie, czyli muzyczna uczta w sercu Warszawy
Muzyka klasyczna
Fenomenalny Bruno de Sa: jeden na 30 tysięcy mężczyzn
Muzyka klasyczna
Anna Netrebko rozstała się z mężem
Materiał Promocyjny
Mity i fakty – Samochody elektryczne nie są ekologiczne
Muzyka klasyczna
Ukrainian Freedom Orchestra zagra w niedzielę w Warszawie