Pracownia Ksawerego Starowina na szczycie budynku przy ulicy Żuławskiego świeciła już z odległości. Różnokolorowe refleksy mieniące się spoza szklanych ścian sprowadzały zapalające się o tej porze światła innych mieszkań do wątłych, ledwie widocznych płomyków. Czwarte piętro stanowiło specyficzną konstrukcję nadbudowaną przez młodego artystę na dom postawiony jeszcze przed wojną i z odległości wyglądało jak nałożona nań korona. Szklane tafle rozwijały się z wyrastających w rogach i przypominających kolumny wsporników, a lekki dach opleciony metalową konstrukcją wydawał się przyfrunąć z innej rzeczywistości. Przechodnie zastanawiali się, jak można było uzyskać zgodę na taki projekt. Znajomi Starowina nie zadawali sobie takich pytań.