Niektóre piosenki ma w repertuarze od dawna, ale tu śpiewa je z dystansem, który akurat nowym interpretacjom wyszedł na dobre.
Pretekstem do wspomnień była kompozycja „Gracias” napisana specjalnie dla niej. Lista podziękowań Omary jest tak długa jak jej kariera trwająca… 60 lat.
Na pierwszym miejscu stawia rodzinę. Do zaśpiewania piosenki „Cachita” zaprosiła swoją wnuczkę Rossio, która przypomina jej własne dzieciństwo.
Synowi zadedykowała balladę „Nuestro gran amor”, wyjątkową w jej karierze, bo zaśpiewaną z jazzowym zespołem słynnego pianisty Chucho Valdeza, współzałożyciela grupy Irakere.
Najważniejsze na tym albumie są duety. W tytułowym „Gracias” przyłącza się sam kompozytor Jorge Drexler, a rozkołysany rytm nawiązuje do bossa novy. To może być jej nowy przebój.
Mocnym, dynamicznym głosem, jakby wiek się go nie imał, śpiewa utwór „O que sera” z udziałem znakomitego brazylijskiego wokalisty i kompozytora Chico Buarque.
Właśnie głos jest ciągle jej największym atutem, a jego barwą możemy zachwycić się już w otwierającym album „Yo vi”, gdzie wstęp wykonuje a cappella.
Kołysankę „Drume negrita” śpiewają swym dzieciom wszystkie kubańskie matki. Słuchał jej syn Omary, a teraz wnuczka. Ale kiedy Portuondo śpiewa ją z Richardem Boną, wcale nie chce się iść spać, lecz włączyć płytę od początku.
To album tak nostalgiczny, jakby miał być ostatnim w jej karierze.
Dziękujemy ci Omaro, ale prosimy o następne.