Pisanie o sobie jest dobre, a nawet wskazane, gdy się uprawia literaturę. Ale, na litość boską, nie w artykule dla najpopularniejszego tygodnika opinii. Jak to leciało? Przed przyjaciółmi strzeż mnie, Boże?
Wpada mi do skrzynki taki oto e-mail: „Krzysiek, jest prośba do laureata nagrody dla błyskotliwego felietonisty, żeby napisał – tak, o Tobie mowa – tekst na temat ponadczasowości felietonu. O sensie ich wydawania w zbiorach, o najlepszych felietonistach, Twoich mistrzach 15 tys. znaków, pozdrawiam". I ja pozdrawiam Redaktora. Choć czuję, w co wdeptuję. Bo oto występuje konieczność pochwalenia się jak leming – dostałem nagrodę Złotej Ryby dla „młodych felietonistów" (młody oznacza tu do czterdziestki). Nie, odpowiem na pytanie drugie, nie mam pojęcia, jak do własnych felietonów dopisać mistrzów. Jakim zresztą prawem?