Cannes 2011 - festiwal z nadzieją

Głowna nagroda 64. Festiwalu Filmowego w Cannes przypadła filmowi "Drzewo życia" Amerykanina Terrence'a Malicka

Publikacja: 22.05.2011 21:16

Złotą Palmę w imieniu Terrence'a Malicka odebrali producenci Bill Pohlad i Dede Gardner z rąk Jane F

Złotą Palmę w imieniu Terrence'a Malicka odebrali producenci Bill Pohlad i Dede Gardner z rąk Jane Fondy

Foto: AFP

Film opowiada historię trzech chłopców należących do jednej rodziny. Główne role zagrali w nim: Brad Pitt, Sean Penn i Jessica Chastain. Malick  jest również autorem scenariusza.

Zobacz galerię zdjęć

Nagrodę za najlepszy scenariusz otrzymał Joseph Cedar z Izraela za film "Footnote".

Filmy "Once upon in Anatolia" tureckiego reżysera Nuriego Bilge Ceylana i "Le gamin au v,lo" braci Jean-Pierre'a i Luca Dardenne z Belgii otrzymały ex-aequo Grand Prix 64. festiwalu filmowego w Cannes.

Film "Polisse" francuskiej reżyserki Maiwenn Le Besco, która wystąpiła w nim również jako aktorka, dostał nagrodę Jury 64. edycji festiwalu. "Polisse" to trzeci pełnometrażowy film 35-letniej realizatorki.

Kirsten Dunst otrzymała nagrodę za najlepszą rolę kobiecą w filmie duńskiego reżysera Larsa Von Triera "Melancholia".

www.festival-cannes.com

Nagrodę za najlepszą rolę męską przyznano francuskiemu aktorowi Jeanowi Dujardin, za interpretację postaci gwiazdora kina niemego w czarno-białym filmie "The Artist" Michela Hazanaviciusa.



Wszyscy reżyserzy pokazali ludzki ból i cierpienie. Ale niemal każdy chciał też dać trochę optymizmu To był bardzo ciekawy festiwal – pisze Barbara Hollender z Cannes.

Nie tylko dlatego, że do konkursu trafiły nowe dzieła mistrzów kina — Almodovara, Malicka, von Triera, braci Dardenne, Kaurisamkiego... Wszystkich aż trudno wymienić. Obejrzeliśmy skrajnie różne filmy, ale ich twórcom udało się zapisać nastroje współczesnego świata. Zagubienie zwykłych ludzi, którzy nie mogą dać sobie rady z życiem. I ogromną potrzebę wiary w podstawowe wartości.

Lars von Trier i Terrence Malick doskonale wiedzą, czym jest cierpienie. Von Trier od lat zmaga się z własną depresją, kino staje się jego ratunkiem, zmusza do życiowej aktywności. „Melancholia" to jest film o nim. O niemocy, która nie pozwala czasem wstać z łóżka, zabiera radość, obezwładnia do tego stopnia, że śmierć staje się wybawieniem. Koniec świata wówczas nie przeraża. Odwrotnie — przynosi ulgę.

Terrence Malick jest twórcą nieprzewidywalnym, ma swoje fobie. Nie bez powodu po wielkich sukcesach zniknął na 20 lat. Dzisiaj znów robi filmy, ale nie zajmuje się ich promocją. W „Drzewie życia" pokazał rodzinę z Teksasu, która nie może sobie poradzić ze stratą dziecka. Jej losy łączy z opowieścią o stworzeniu świata, zapełnia ekran wizjami konstytuującej się materii i obrazami ewolucji od przedpotopowych gadów. Do jego filmu idealnie pasują jednak słowa von Triera: „Bóg przeżył radość stworzenia, ale nie zastanowił się, co z tym wszystkim zrobić potem".

Równie niepokojące jest „Skóra, w której żyję" Pedro Almodovara, zainspirowana powieścią grozy Thierry'ego Jonqueta „Tarantula". Hiszpan też portretuje mężczyznę, który stracił najbliższych, ale jego bohater jest chirurgiem plastycznym: dysponuje zdobyczami naukowymi XXI wieku. Jest zimny, niemal odczłowieczony w swoim sterylnym laboratorium. Mści się okrutnie, działa jak maszyna, ale w duszy tkwi mu drzazga. To ból jest motorem jego działania.

Mistrzowie przekraczają granice rzeczywistości, sięgają ku archetypom. Ale reżyserzy portretujący zwykłą codzienność też pokazują podobne cierpienie. Jakże bolesna jest wiwisekcja współczesnej rodziny, której dokonała Szkotka Lynne Ramsey w „We Have to Talk About Kevin", pokazując zakończony gigantyczną tragedią konflikt między matką i pozbawionym uczuć synem. Przytłacza obraz codziennej pracy policyjnego wydziału ochrony dzieci w niemal paradokumentalnym „Polisse" zrealizowanym przez francuską aktorkę Maiwenn. Przejmujący i okrutny jest „Michael" Markusa Schleinzera — opowieść o pedofilu przetrzymującym w domu małego chłopca. Także Nuri Bilge Ceylan w „Dawno temu w Anatolii" maluje smutny obraz społeczeństwa tureckiego, które straciło moralny kompas.

Artyści coraz częściej rozumieją jednak, że w niespokojnych czasach ludzie potrzebują nadziei. Aki Kaurismaki kończy swój „Hawr" obrazem kwitnących gałązek drzewka wiśniowego. Trudno o większy kicz. Fin, zwykle robiący chmurne, ponure filmy, tym razem wyraźnie uśmiecha się do widza: zapomnieliście już, co wam babcie mówiły w dzieciństwie? Dobro, które zrobiliście, wróci do was. W „Hawrze" stary czyścibut bezinteresownie pomaga małemu emigrantowi z Afryki i Bóg odpłaca mu cudownym wyleczeniem żony.

Bezinteresowna jest też fryzjerka z „Chłopca z rowerem" braci Dardenne. Prosta kobieta, ani specjalnie wykształcona, ani specjalnie zamożna, wiele poświęca, żeby obcemu dziecku okazać miłość. I tak oto na skromnych, ubogich przedmieściach rodzą się najpiękniejsze uczucia. Na przekór wszystkiemu szczęśliwego zakończenia szuka też Michel Hazanavicius w czarno-białym i niemym „Artyście" oraz Nicolas Winding Refn w „Drive", gdzie upadli artyści dojrzewają i wracają do życia.

W pewien sposób wpisuje się w ten optymistyczny nurt kina „Habemus papam" Nanniego Morettiego. Ta historia wątpiącego papieża, który ucieka z Watykanu, bo nie jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności za Kościół i wiernych, ma w sobie coś ludzkiego i pięknego. Bólu bohaterki „Melancholii"von Triera nie da się uleczyć. Ból wątpiącego papieża — tak. W dzisiejszym schorowanym świecie to już bardzo wiele.

 

Pedro Almodovar

reżyser „Skóry, w której żyję"

Pisząc scenariusz nowego filmu myślałem o Luisie Bunuelu, Alfredzie Hitchcocku i Fritzu Langu, ale też o popowych, psychodelicznych horrorach Hammera czy Daria Argento. Także o liryzmie Georges'a Franju w „Oczach bez twarzy". Potem jednak zrozumiałem, że styl żadnego z tych artystów nie pasuje do do mojego filmu. Poszedłem więc własną drogą. Jak zwykle zawierzyłem własnej intuicji. Wiedziałem tylko, że muszę tę historię opowiedzieć szczerze i prosto, bez wizualnych i technicznych fajerwerków.

Aki Kaurismaki

reżyser „Hawru"

Akcja filmu o emigrantach nie mogła rozgrywać się w Finlandii czy Szwecji, bo nie ma takich desperatów, którzy by się przenosili do Skandynawii. Dlatego szukałem fotogenicznego miasta na południu Europy. Port w Hawr zafascynował mnie, bo sprawia wrażenie równie samotnego, co ja. Dwukrotnie o nim zapomniano – kiedy w czasie wojny został zbombardowany i teraz, gdy nie nadąża za rozwojem gospodarczym całego kraju. Ale Hawr ma swoją godność. Chciałem pokazać oazę braterstwa i solidarności w czasach, w których Europa o tych wartościach zapomina. Poza tym uchodźcom należy dać głos w kinie. A że nie umiem przedstawić realistycznie problemów społecznych ani politycznych, stworzyłem bajkę. „Hawr" to miejsce, o którym marzymy, ale którego raczej nie zaznamy. Mimo to, choć sam straciłem nadzieję, bardzo pragnę dawać ją innym.

Film opowiada historię trzech chłopców należących do jednej rodziny. Główne role zagrali w nim: Brad Pitt, Sean Penn i Jessica Chastain. Malick  jest również autorem scenariusza.

Zobacz galerię zdjęć

Pozostało 97% artykułu
Kultura
Podcast „Komisja Kultury”: Muzeum otwarte - muzeum zamknięte, czyli trudne życie MSN
https://track.adform.net/adfserve/?bn=77855207;1x1inv=1;srctype=3;gdpr=${gdpr};gdpr_consent=${gdpr_consent_50};ord=[timestamp]
Kultura
Program kulturalny polskiej prezydencji w Radzie UE 2025
Kultura
Arcydzieła z muzeum w Kijowie po raz pierwszy w Polsce
Kultura
Podcast „Komisja Kultury”: Seriale roku, rok seriali
Materiał Promocyjny
Bank Pekao wchodzi w świat gamingu ze swoją planszą w Fortnite
Kultura
Laury dla laureatek Nobla