Środowy poranek, tuż przed rozpoczęciem uroczystości związanych z objęciem urzędu przez nowego prezydenta, spędziłem, spacerując po wietrznym wybrzeżu Jutlandii Północnej. Słońce tu nie rozpieszcza, więc gdy tylko wyłoniło się zza chmur, to, nie zważając na niemal zwalający z nóg wiatr, natychmiast pobiegłem podziwiać piękne klify nad Morzem Północnym. Gdzieś w dole o brzeg uderzały potężne fale, a szum był taki, że momentami niemal nie słyszałem Wagnera, którego na te północne warunki wrzuciłem na telefon.