Dry The River,


16.11, Hala nr 2


Międzynarodowych Targów Poznańskich,


Poznań;


17.11, Hydrozagadka, Warszawa;


18.11, Firlej, Wrocław

Prawie 50 lat temu publiczność festiwalu w Newport wygwizdała Boba Dylana. Powód? Bob użył gitary elektrycznej, zdradzając muzykę zaangażowanych bardów – konfesyjną i akustyczną. Nie wiadomo, na ile to historyczne zdarzenie zainspirowało muzyków Dry The River, ale jedno jest pewne – pół wieku później nadal docenia się tych, którzy potrafią zamieszać. I choć kwintet z Londynu wizerunkiem, brzmieniem (gitary akustyczne, skrzypce, falsety) oraz prostą melodyjnością piosenek idealnie wpisuje się w folkową estetykę, ich koncerty to zamach na stereotypowe wyobrażenie o gatunku. Podkręcone decybele plus intensywnie emocjonalny rock and roll. Klasyka ascetycznej piosenki autorskiej rywalizuje tu z kultową reprezentacją waszyngtońskiej sceny hc/punk. Ten sprytny, widowiskowy miks pozornie niepasujących do siebie muzycznych wrażliwości zwrócił na nich uwagę organizatorów najważniejszych europejskich festiwali. W Polsce też już grali – na katowickim OFF-ie i gdyńskim Open'erze. Ci, którym nie było dane usłyszeć ich na żywo, mogą to nadrobić – Dry The River wracają do nas na kilka koncertów klubowych. To w końcu najbardziej nieobliczalny zespół ostatnich lat. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Poza brodami.