Często nawet nie wiedząc, że to jego dorobek. Czy rozpoczęty właśnie Rok Kolberga zmieni nasz stosunek do tego badacza fokloru?
W czasach zaborów, gdy nie było niepodległej ojczyzny, wędrował latami po ziemiach dawnej Rzeczpospolitej. Zapisał 21 tys. pieśni różnych regionów, niejednokrotnie ocalając je i zapewniając nowe życie. – W Roku Oskara Kolberga nie chodzi nawet o to, by nieustannie przypominać, kim był – powiedział na wczorajszej uroczystej inauguracji min. Bogdan Zdrojewski. – Niech będzie to szansa, by pokazać żywotność naszej kultury ludowej, naszej tradycji.
A jest do czego wracać i czym się inspirować. Na wczorajszym koncercie w Filharmonii Narodowej, któremu patronował ogromny wizerunek Oskara Kolberga zawieszony na estradzie, można było uświadomić sobie, jak w różnorodnej formie wciąż jest obecna w naszej muzyce ludowa tradycja.
Z jednej strony kultywują ją tacy artyści jak 85-letni Piotr Gaca z mazowieckiego Rdzowa, grający mazurki na skrzypcach z niesamowitym feelingiem, jakby to była muzyka improwizowana. I są o kilkadziesiąt lat młodsi uczniowie jego oraz zmarłego w ubiegłym roku brata, Jana Gacy. Tworzą Wielką Orkiestrę Gaców, chroniącą folklor w najczystszej, wręcz archaicznej postaci, ale interpretowany z całkiem współczesną wrażliwością. Obok nich na estradzie Filharmonii Narodowej pojawił się Zbigniew Naysłowski z muzykami ze swego kwintetu, by przypomnieć kilka utworów z legendarnej już płyty „Kujawiak goes funku", którą nagrał prawie 40 lat temu. Dziś mariaż folkloru z jazzem nie dziwi, wtedy był objawieniem.
W XXI wieku folklor staje się coraz częściej folkiem, a więc elementem globalnej kultury, łatwo przyswajalnym przez odbiorców w różnych krajach, czego dowodem międzynarodowa kariera Kapeli ze Wsi Warszawa. Do tradycyjnych melodii ta grupa dodaje nowoczesną pulsację, ale jednocześnie dziewczyny z Kapeli śpiewają tradycyjnie białymi głosami, choć z energią prawdziwie rockową. A Sylwia Świątkowska gra na archaicznej fideli, jakby to była gitara Jimiego Hendriksa.
W takim towarzystwie ludowe fascynacje Fryderyka Chopina tak wyraźne w „Fantazji A-dur na tematy polskie" wypadły blado i nie była to wina pianistki Magdaleny Lisak grającej z orkiestrą Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Jacka Kaspszyka. Ten utwór za bardzo spętany jest konwencją swej epoki. Również w delikatnej materii „Harnasi" Karola Szymanowskiego zagubił się tego wieczoru żywioł góralszczyzny. Dopiero gdy zabrzmiał „Krzesany" Wojciecha Kilara w porywającej interpretacji Jacka Kaspszyka, można było poczuć potęgę muzyki spod Tar. A kiedy w finale utworu do orkiestry Filharmonii Narodowej dołączyli Trebunie-Tutki powróciło stare pytanie, gdzie kończy się folklor prawdziwy, a zaczyna przetworzony.
Pamiętajmy jednak przede wszystkim, że całe to nasze dzisiejsze unikalne bogactwo muzyczne zawdzięczamy w ogromnej mierze właśnie jemu, Oskarowi Kolbergowi.
Jacek Marczyński