Reklama
Rozwiń
Reklama

Mariusz Cieślik: Szła dzieweczka do wolności

Śpiewanie w grupie, wraz z tysiącami współobywateli, to jeden z nielicznych sposobów, by połączyć indywidualną ekspresję z przeżyciem wspólnotowym.
Obchody 81. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Prowadzący koncert „Warszawiacy śpiewają (nie)

Obchody 81. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Prowadzący koncert „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki” Justyna Dżbik-Kluge oraz Robert Stockinger na pl. Piłsudskiego w Warszawie.

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Nie znałem w młodości nikogo, kto chciał być strażakiem, za to znałem wielu takich, co marzyli o byciu śpiewakiem. Czy może raczej wokalistą, bo tak się o tym wtedy mówiło. Otoczenie – Polska lat 80. – bardzo temu sprzyjało. Inne dostępne kariery, mówiąc eufemistycznie, nie były jakoś szczególnie pociągające. Można było „uciec na Zachód”, ale tym, którzy tego nie chcieli, muzyka jawiła się jako sposób ucieczki od „szarej rzeczywistości”. Tak wtedy mówiono i rzeczywiście w ówczesnej Polsce było szaro, a do tego biednie. Ale nie na koncertach rockowych, które były pełną koloru przestrzenią wolności. Przypadek zrządził, że miałem niedawno okazję uczestniczyć w koncercie, podczas którego wykonawcy i publiczność razem śpiewali tzw. piosenki biesiadne. Te „Wszystkie rybki śpią w jeziorze” czy „Dzieweczki” , które słyszał kiedyś każdy Polak. Dobrze pamiętam je z rodzinnych imprez czy wesel. Słyszałem je zresztą ostatnio na ślubnym przyjęciu jednego z kuzynów ze słynnych Końskich. A na poprawinach po tymże weselu wręcz królowały wspólne śpiewy. Podobnie jak na koncercie, o którym tu wspominam.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama