Najpierw fałszowali testamenty zmarłych właścicieli, a potem przejmowali spadek. W pięciu przypadkach im się udało, w sześciu nie.

Śledczy sprawdzają, czy takich przypadków nie ma więcej. Czternastoosobową grupę oszustów ujęła łódzka policja. Od kilku lat wraz z miejscową prokuraturą  prowadziła ona  śledztwo w sprawie nielegalnego przejmowania kamienic w centrum miasta. - Członkowie grupy mieli przydzielone zadania. Część osób wyszukiwała stare budynki z nieuregulowanym stanem prawnym, inni sprawdzali kto był ich wcześniejszym właścicielem, a jeszcze inne osoby podrabiały dokumenty - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury. Dodaje, że po sfałszowaniu dokumentów inni członkowie szajki szli z nimi do sądu w celu nabycia spadku.  - Gdy to się udało oszuści zostawali właścicielami części udziałów w kamienicach - mówi prok. Kopania.

Przełom w śledztwie nastąpił kilka dni temu, gdy prokuratorzy otrzymali opinię m.in. biegłych grafologów potwierdzające fałszowanie testamentów.

W skład szajki wchodzili ludzie w wieku od 24 do ponad 80 lat. Jej szefem był prawnik Marek S. Śledczy już udowodnili członkom grupy nielegalne przejęcie pięciu kamienic w centrum Łodzi, oraz próby przejęcia udziałów w sześciu kolejnych i w jednym mieszkaniu. Łączna wartość tego mienia sięga 10 mln zł. - Na pewno wzrośnie, bo  jeszcze nie mamy wycen dwóch kamienic - mówi prok. Kopania. Dodaje,  że śledczy badają stan prawny kolejnych 70 łódzkich kamienic, by ustalić czy w nich także nie doszło do nielegalnego przejęcia udziałów. Wszyscy członkowie szajki zostali już przesłuchani i usłyszeli zarzuty nie tylko oszustwa, ale też m.in. działalności w zorganizowanej grupie przestępczej. Szef gangu Marek S. ma ich aż 17.

Prokuratura na razie nie ujawnia czy podejrzani przyznali się do winy czy też nie tłumacząc się dobrem postępowania. Szef grupy oraz inny z mężczyzn trafił do aresztu, wobec pozostałych prokurator zastosował dozór policyjny, poręczenia majątkowe oraz zakaz opuszczania kraju.