Tekst z archiwum tygodnika "Uważam Rze"
Na początku lat 80. amerykański satelita szpiegowski zarejestrował dziwne zjawisko nad Polską. Oto nad wielkomiejskimi osiedlami mieszkaniowymi unosiła się w porze zimowej dziwna aura, ze wszystkich budynków wydobywała się tajemnicza poświata, jakby czerwonawa łuna albo zorza zaranna, niczym zapowiedź katastrofy lub też, przeciwnie, jutrzenka zwiastująca świetlaną przyszłość. Specjaliści amerykańscy wykluczyli jednak prozaiczne przyczyny tego zjawiska – promieniotwórczość jądrową lub konspiracyjne, ale chałupnicze przygotowania do obalenia ustroju mocą wytężonego życia umysłowego i duchowego mieszkańców. Z czasem odkryto, że po prostu z budynków powstałych w marnej technologii socjalistycznej, z nieszczelnych okien i szpar ulatnia się chmura ciepła z trudem dostarczanego do mieszkań.