Ciarki po plecach chodzą, gdy się czyta pierwsze strony dzisiejszych gazet. Złoty leci na łeb na szyję (w wielu dziennikach), państwa upadają (w "Rzeczpospolitej"), nie wiadomo, kto rządzi w Polsce ("Gazeta Wyborcza"), Kiszczak znowu chory, a już się wydawało, że bardzo zdrowy i szczery (w niektórych), na dodatek Listkiewicz może jednak nie taki niezastąpiony (w "Polsce"), a Obama handluje naszym bezpieczeństwem (prawie wszędzie), bo chce, by Putin z Miedwiediewem byli w dobrych humorach i mieli czas i siły na rozprawienie się z buntami społecznymi, które szykują się w ich kraju.

"Gazeta Wyborcza" za najważniejsze uznała wspólne oświadczenie kilku byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego. Nie wiadomo, kto ponosi odpowiedzialność za państwo: prezydent czy rząd. Trzeba więc zmienić konstytucję - uważają eksprezesi. Nie oni jedni, przy konstytucji majstrują politycy różnych opcji. Ale oni ciekawie to argumentują: "Potrzebujemy aktywnego udziału Polski w tworzeniu nowej koncepcji europejskiej integracji, musimy się przeciwstawić kryzysowi ekonomicznemu". Tak się składa, że ten kryzys skłania możnych w Unii do myślenia głównie o sobie, o swoim rynku pracy, o swoich wyborcach, o swoich fabrykach samochodów, o swoich bankach. Nie tylko zniknęły hasła o dalszej integracji, ale chwieją się unijne filary - takie jak swobodny przepływ pracowników. Ale hasło "aktywnego udziału Polski" brzmi dobrze. A szczegóły? - w nich jak zwykle tkwi diabeł.

"Wyborcza" publikuje też wyniki sondażu o bohaterach i antybohaterach lat 1989-2009. Na pierwszym miejscu, jak się można było spodziewać, Jan Paweł II. Dalej Jerzy Owsiak i Jacek Kuroń. Na czwartym miejscu Lech Wałęsa. "Nie trzyma się [go] błoto, którym jest obrzucany" - pisze Wojciech Szacki. Czas teraźniejszy jest tu nieprzypadkowy. Dodam: nie trzyma się Wałęsy także błoto, którym był [czas przeszły] obrzucany przez "Wyborczą". Szacki na wszelki wypadek pisze: "Czas zatarł więc pamięć o konfliktach z początków III RP i ówczesnej "wojny na górze"", skromnie nie przypominając, między kim a kim się toczyła.

"Dziennik" zajął się kolejnymi wybiegami generała Czesława Kiszczaka. Znowu nie pojawił się w sądzie tłumacząc się chorobą, choć dzień wcześniej miał siłę, by przeganiać z domu ekipę TVN24 i Bogdana Rymanowskiego. "Kiszczak chciałby - podobnie jak jego stary druh generał Jaruzelski - przedstawiać siebie w mediach jako bohatera. A tu proszę, Bogdan Rymanowski zadał mu niewygodne pytanie, na które "bohater" nie potrafi znaleźć odpowiedzi. Co więc zrobił Kiszczak? Brutalnie wyrzucił dziennikarza z domu. Dobrze, że nie wyjął pistoletu. (...) [Kiszczak] tłumaczy sądowi, że jest chory i głuchy. Akurat pytania Rymanowskiego usłyszał bez problemu" - komentuje Jerzy Jachowicz.

Nie znalazłem nic o Kiszczaku w "Wyborczej" - pewnie wychodzi z założenia, że o nim albo dobrze, albo wcale.

Dosyć dziwna teza o szefie peerelowskiego MSW w "Polsce". "Zerwanie wywiadu z Bogdanem Rymanowskim jest kolejnym elementem tabloidyzacji generała. (...) przejął inicjatywę i pokazał, kto tu gra pierwsze skrzypce. On przecież nie musi zabiegać o kontakty z prasą. To media stoją w kolejce do niego" - pisze Mariusz Staniszewski, który swoje też wystał. Z ustawieniem Kiszczaka obok Dody jednak przesadził.