Reklama
Rozwiń
Reklama

Animatorzy na rzecz miast

Nawet bez pieniędzy można zmieniać przestrzeń wokół nas – przekonują miejscy aktywiści. Dowodów na to, że mają rację, przybywa.

Publikacja: 24.08.2014 08:00

Walczą o drogi rowerowe czy o równe chodniki. Tworzą miejsca, w których ludzie gromadzą się, by obejrzeć film albo po prostu pobyć razem. Zdaniem eksperta Fundacji Batorego Dariusza Kraszewskiego animatorzy mają kluczowe znaczenie dla tworzenia kapitału społecznego. – Najpierw mała grupka osób próbuje coś robić. Inni widzą, że dzięki wspólnej inicjatywie coś w mieście się dzieje. I wtedy się do nich przyłączają albo sami próbują coś robić – tłumaczy.

Grupa ?Pewnych Osób

Gwiazd miejskich aktywistów, społeczników czy też animatorów – jakkolwiek ich nazywać – rozbłysło w ostatnim czasie sporo. – Przyczyny są dwie. Po pierwsze, kryzys demokracji. Ludzie się przekonali, że władza dla nich jednak nie zrobi tego, czego by oczekiwali. Widzą, że bez tych oddolnych inicjatyw w mieście niewiele się dzieje – tłumaczy Kraszewski.

Drugi powód ma podłoże ekonomiczne. – Na początku lat 90. ludzie zachłysnęli się bogactwem materialnym i możliwością podniesienia swojego statusu bez pomocy z zewnątrz. Ale przyszedł kryzys i okazało się, że praca nie daje już poczucia stabilności, a kupione na kredyt mieszkanie i samochód nie są prawdziwym bogactwem. Zatęsknili za ludźmi, bo razem jest bezpieczniej, łatwiej i raźniej – tłumaczy ekspert.

Łodzianin Hubert Barański z wykształcenia jest dziennikarzem, z zawodu – społecznikiem. – Zaczęło się banalnie. Nikt nie chciał skopać ziemi pod blokiem, by zasadzić tam trawę, więc sam się do tego zabrałem – wspomina. Wtedy, 12 lat temu, był jeszcze studentem. Kolejne działania przyszły szybko. – Ówczesny prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki wpadł na pomysł, jak ożywić umierający handel na Piotrkowskiej. Chciał przywrócić ruch samochodowy. Zebrałem 4 tys. podpisów przeciwnych temu mieszkańców – opowiada.

Zachęcony sukcesem założył ze znajomymi Grupę Pewnych Osób, która prowadziła przeróżne działania społeczne i happeningi.– W pewnym momencie okazało się, że potrzebna jest nam osobowość prawna – wspomina. Wraz z kilkoma osobami utworzył fundację Fenomen, którą teraz kieruje.

Reklama
Reklama

Co udało jej się zrobić? – Choćby rozkręcić w Łodzi Masę Krytyczną. Teraz przyjeżdża na nią ok. nawet po 5 tys. rowerzystów – mówi (choć ten medal ma drugą stronę, czyli doskwierające kierowcom korki powodowane przez Masę). – Lobby rowerowe w mieście jest coraz silniejsze. W tym roku po raz pierwszy na odpowiednią infrastrukturę Łódź przeznaczyła 20 mln zł.

Tomasz Leśniak ma 28 lat. Jest socjologiem i politologiem. – Moja aktywność społeczna zaczęła się kilka lat temu, kiedy władze Krakowa zaczęły wdrażać radykalne cięcia w edukacji. Uczestniczyłem w Okrągłym Stole Edukacyjnym, pisałem teksty – wspomina.

Sam zajmuje się polityką edukacyjną w pracy naukowej. Uważa, że naukowcy powinni wykorzystywać wiedzę w praktyce i angażować się po stronie słabszych. – A taka była pozycja rodziców, uczniów i pracowników oświaty w starciu z politykami i urzędnikami, którzy chcieli likwidować szkoły, młodzieżowe domy kultury i stołówki szkolne. Udało się wtedy zmobilizować bardzo dużą grupę ludzi i ograniczyć skalę szkodliwych cięć – wspomina.

Od października 2013 r. koordynował działania inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom. – Igrzyska bardzo często kończą się sporym zadłużeniem miast, które je organizują, a to oznacza obciążenie mieszkańców spłatą długów na wiele lat – mówi Leśniak. Był jednym z inicjatorów referendum, w którym krakowianie wypowiedzieli się przeciw organizacji imprezy. – Zaangażowanie i ciężka praca wielu ludzi przełożyły się na konkretny efekt. W referendum mieszkańcy jasno powiedzieli, że priorytety w polityce miejskiej powinny się zmienić – podsumowuje Leśniak.

Brama do rzeki

Warszawiak Krzysztof Dziomdziora jest absolwentem socjologii na UW. Studiował też w łódzkiej Filmówce. Przez wiele lat pracował w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Od czasu pracy nad filmem „Wszystko płynie" stara się zbliżyć mieszkańców stolicy do Wisły. – To fabularyzowany dokument o człowieku, który przepłynął starą łódką z Warszawy do Gdańska – opowiada Dziomdziora. Aby nakręcić ten obraz, razem z Piotrem Ivanem Ivanovem, współproducentem i współreżyserem, postanowili sami wybrać się w taki rejs. To było cztery  lata temu.

Reklama
Reklama

– Po filmie została nam łódź, którą chcieliśmy wykorzystać, by pokazać ludziom ten piękny, nieznany kawałek Warszawy, jakim jest Wisła – opowiada filmowiec. Po dwóch latach założył fundację „Wszystko płynie".

– Wtedy działało Miasto Cypel, letni projekt kulturalny na Cyplu Czerniakowskim, gdzie było kino plenerowe czy możliwość pływania łódką – opowiada. Dwóch jego przyjaciół z fundacji założyło klubokawiarnię nad Wisłą Pomost 511 (od nazwy kilometra rzeki, na którym się znajduje). Z racji atmosfery i licznych imprez zyskała popularność wśród warszawiaków. – Pomost 511 to taka warszawska brama do rzeki. Tam startują tramwaj wodny i kajaki. Można też z nami łódką popływać – dodaje filmowiec.

I tu warto jednak zauważyć, że nie wszyscy są zachwyceni. Okoliczni mieszkańcy skarżą się na hałas dobiegający od strony nadrzecznych klubów nawet późno w nocy.

Kiedy skończą się pieniądze z Unii

Społecznikom pomysłów nie brakuje. Barański chwali się, że to od nich zaczęła się dyskusja o łódzkim woonerfie, czyli ulicy-podwórcu, z ograniczonym do minimum ruchem aut – to pomysł przyniesiony z krajów zachodnich. Taki charakter zyskała ul. 6 Sierpnia otwarta po zmianach w czerwcu.

– Działanie daje niesamowitego kopa. Nadaje sens życiu. Mogę miasto zmieniać na takie, w którym chcę żyć – tłumaczy Barański. Dodaje, że to dzięki fundacji w Śródmieściu Łodzi zaczęto np. remontować chodniki. – Trzeci sektor jest od bycia rzecznikiem mieszkańców – opowiada.

Krzysztof Dziomdziora mówi, że ta praca nie daje mu wymiernych profitów: – Robię to dla przyjemności. Cieszę się, że mogę spotykać się z ludźmi i pokazywać im fajną Wisłę.

Reklama
Reklama

Także urzędnicy zaczęli dostrzegać rzekę. – Miasto remontuje bulwary, wyremontowało Port Czerniakowski. Przeznacza pieniądze na działania edukacyjne – wylicza Dziomdziora. – My dostaliśmy środki choćby na akcje animacyjne.

Polityka? Krzysztof Dziomdziora nie ma takich ambicji. – Politycy powinni delegować do trzeciego sektora te zadania, na których się on zna, a resztą zająć się sami – tłumaczy.

Tomasz Leśniak nie zgadza się z tym, iż działalność ruchów miejskich jest czymś radykalnie odmiennym od polityki instytucjonalnej. – To szkodliwe przekonanie, które sprawia, że osoby zaangażowane w działalność na rzecz społeczności lokalnej nie są obecne w organach przedstawicielskich. A to przekłada się na zdominowanie rad miast przez polityków, którzy niekoniecznie stoją po stronie mieszkańców – mówi. Za słowami idą czyny. W listopadowych wyborach zamierza kandydować na prezydenta Krakowa.

Zdaniem Dariusza Kraszewskiego w wielu miastach włodarze traktują społeczników jako tych, którzy tylko zawracają im głowę. – Ale to błąd. Miasta, w których jest wiele takich inicjatyw, będą lepiej niż inne radziły sobie, gdy skończą się środki unijne. Taka działalność uczy po prostu mieszkańców przedsiębiorczości, walki o swoje i poczucia, że wspólnymi siłami można osiągnąć wiele – uważa.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama