Reklama

Nie badali mięsa przed ubojem. Mają zarzuty

Za niedopełnienie obowiązków oraz poświadczenie nieprawdy odpowie dwóch lekarzy weterynarii, którzy nadzorowali ubojnię w Rosławowicach koło Białej Rawskiej.

Publikacja: 04.11.2014 11:55

Nie badali mięsa przed ubojem. Mają zarzuty

Foto: Fotorzepa, Raf Rafał Guz

- Właśnie usłyszeli oni zarzuty. Trwa ich przesłuchanie – informuje Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury. Dodaje, że lekarze nie badali mięsa przed ubojem.

Śledztwo w sprawie zakładu w Rosławowicach prowadzone jest od ponad roku przez prokuraturę w Rawie Mazowieckiej, po tym jak w samochodzie jadącym do rzeźni policja znalazła 9 martwych krów. Stan 15 pozostałych był zły. Bydło zostało uśpione. A w ubojni należącej do 44-letniego Piotra M. znaleziono wówczas ponad 100 ton mięsa niewiadomego pochodzenia. Po badaniach w mięsie wykryto antybiotyki.

Powiatowy lekarz weterynarii nakazał zamknąć zakład, a właściciel ubojni usłyszał zarzuty oszustwa, usiłowania oszustwa oraz naruszenia przepisów karnych ustawy o ochronie zdrowia zwierząt i zwalczania chorób zakaźnych zwierząt.

W czasie rocznego śledztwa prokuratorzy zlecili szereg badań specjalistycznych. Zabezpieczono dokumentację związaną z funkcjonowaniem ubojni na przestrzeni ostatnich kilku lat. Przesłuchano około 700 świadków, w tym pracowników zakładu, dostawców i odbiorców z całej Polski. Przeprowadzono ekspertyzy informatyczne, kryminalistyczne i weterynaryjne. Pozyskano także kompleksową opinię biegłego do spraw rachunkowości.

- Te pogłębione ustalenia przesądziły o zarzutach wobec lekarzy weterynarii – mówi prok. Kopania. Teraz zarzuty w tej sprawie usłyszeli weterynarze, którzy nadzorowali zakład. - Całokształt naszych ustaleń doprowadził do ujawnienia nieprawidłowości nad sprawowaniem nadzoru nad ubojem, w tym zakładzie – mówi prok. Kopania.

Reklama
Reklama

Od 2006 roku sprawowali go dwaj weterynarze, którzy teraz usłyszeli zarzuty. - Zebrane przez nas dowody dały podstawę do stwierdzenia, że lekarze nie przeprowadzali badań przed ubojem zwierząt, a w stosownych dziennikach poświadczali nieprawdę, wskazując, że takie badania miały miejsce – tłumaczy śledczy.

Dodaje, że weterynarze zgadzali się na większy ubój w rzeźni niż wynikało to z pozwolenia Powiatowego Lekarza Weterynarii i Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Ich decyzja pozwalała na ubój tylko 20 sztuk bydła na dobę, a weterynarze pozwalali na więcej. Choć ubój powinien odbywać się tam tylko w ciągu dnia, to robiono to także w godzinach nocnych.

Prokuratura nie chce ujawnić czy weterynarze przyznali się do winy, ani czy będą wobec nich stosowane jakieś środki zapobiegawcze. – Cały czas trwają przesłuchania podejrzanych. Po nich podejmiemy decyzję – mówi prok. Kopania. Zapowiada, że w najbliższych dniach śledczy poszerzą i zmienią zarzuty właścicielowi ubojni.

Weterynarzom grozi do pięciu lat więzienia.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Kraj
„Rzecz w tym”: PiS gubi radykalizacja? Kulisy wojny o duszę prawicy
Kraj
Lotnisko Chopina bije rekordy. Pasażerowie szturmują bramki, a port szykuje się do rozbudowy
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama