Adwokat ofiary – mężczyzny, któremu dziurę w czaszce nawierciło, za zgodą matki neurochirurga, dziecko – skrytykował fakt, że w sprawie postawiono jedynie zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu.
33-latek z urazem czaszki nie wiedział, że w jego operacji brała udział 13-latka
Przed sądem – jak podaje „Kronen Zeitung” – nie stanie żadna z pięciu innych osób wchodzących w skład zespołu, który operował pacjenta. Śledztwo w ich sprawie zostało umorzone.
Decyzję o postawieniu neurochirurga przed sądem podjęto we wtorek, ale jak dotąd prokuratura nie podała tego do wiadomości publicznej. Informację potwierdziła jednak rzeczniczka KAGes, spółki publicznej, która zarządza szpitalem, w którym doszło do incydentu. Postępowanie przeciwko KAGes nadal się toczy.
Czytaj więcej
Koszty administracyjne Narodowego Funduszu Zdrowia to 0,8 proc. wszystkich wydatków płatnika publicznego, co stawia pod znakiem zapytania możliwość...
33-letni mężczyzna, któremu w czasie operacji czaszkę nawierciła 13-latka, o wszystkim dowiedział się z mediów. Kilka miesięcy później policja potwierdziła, że nastolatka nieposiadająca do tego żadnych uprawnień, brała czynny udział w operowaniu go.
W następstwie wypadku w lesie, do którego doszło w styczniu 2024 roku, 33-latek został przewieziony drogą powietrzną do Szpitala Uniwersyteckiego w Grazu. Mężczyzna doznał poważnych obrażeń głowy – relacjonował wówczas „Kronen Zeitung”. Mężczyzna potrzebował pilnej operacji, której go poddano. To właśnie w jej trakcie zatrudniona w szpitalu neurochirurg pozwoliła swojej 13-letniej córce nie tylko brać udział w zabiegu, ale też zgodziła się, by to dziecko nawierciło otwór w czaszce pacjenta.
Leżysz tam. Bezwolny, nieprzytomny i stajesz się królikiem doświadczalnym
Prawnik 33-latka: Był jak królik doświadczalny. Nie wolno tego robić
Operacja miała przebiec bez problemów, ale po kilku miesiącach pacjent nadal nie był w stanie wrócić do pracy. Prokuratura w Grazu wszczęła w tej sprawie śledztwo przeciwko wszystkim członkom zespołu, który prowadził zabieg. Do wszczęcia postępowania doszło po tym, jak w kwietniu wpłynęła anonimowa skarga na działania neurochirurg. Wówczas pacjent przeczytał o sprawie w mediach. W lipcu został poinformowany o całej sprawie przez policję, ponieważ został wezwany do złożenia zeznań jako świadek w postępowaniu.
– Leżysz tam. Bezwolny, nieprzytomny i stajesz się królikiem doświadczalnym. Prawdopodobnie nie można tego przedstawić inaczej (...). Nie wolno tego robić – mówił prawnik ofiary Peter Freiberger.
Według adwokata ofiary odpowiedzialność za incydent ponoszą wszystkie osoby, które były na sali i szpital, który nie skontaktował się z pacjentem, gdy sprawa wyszła na jaw. – Nie było kontaktu, wyjaśnień lub przeprosin, niczego. To po prostu niegodne – dodał Freiberger.
Specjalista ds. chirurgii urazowej Manfred Bogner, komentujący sprawę mówił, że „nie rozumie” jak ktokolwiek mógł pozwolić dziecku przeprowadzać operację w takiej sytuacji. – Sala operacyjna należy do ludzi, którzy mają tam pracę do wykonania i do nikogo innego – dodał.
– Dziecko nie powinno otrzymać wiertła, ani móc wiercić w kości poważnie rannej osoby – stwierdził też Bogner.