Rząd zamierza uchylić zakaz pracy kobiet na najcięższych stanowiskach w kopalniach. Myśli pani, że będzie wiele chętnych do pracy na przodku?

Małgorzata Terlikowska: Kobiety będą się o te stanowiska biły... Oczywiście to żart. Nie wiem, po co ktoś chce tworzyć taką fikcję. Wiadomo, że kobiety nie chcą pracować w tak trudnych warunkach, wymagających ogromnej siły fizycznej i odporności. Jesteśmy słabsze, więc nie ma co tworzyć nam na siłę miejsc pracy pod ziemią. W ten sposób nie uszczęśliwi się realnie kobiet, najwyżej – unijnych biurokratów i zwolenników teorii gender.

Skoro kobiety i tak nie chcą tam pracować, to dlaczego im tego prawnie zakazywać? Może to rzeczywiście jest niepotrzebny zakaz...

Rozumiem, że tego typu pracę mają wykonywać ludzie młodzi, będący w pełni sił rozrodczych. Niewykluczone zatem, że praca pod ziemią, w ekstremalnie trudnych warunkach, może mieć wpływ na zdrowie i płodność kobiet. Zakaz takiej pracy to więc ochrona, a nie dyskryminacja.

Tylko że nikt kobietom nie będzie kazał pracować w górnictwie. Może niech same wybierają, czy chcą ryzykować zdrowie. Po co uszczęśliwiać je na siłę?

Problem w tym, że to właśnie ludzie patrzący na świat przez równościowe okulary chcą uszczęśliwiać wszystkich na siłę. Uczą dzieci, że to, co robi mama, jest nudne, więc wykreślają z podręczników opisy, że mama krząta się po kuchni lub opiekuje się dziećmi. To są według nich zajęcia nierozwijające, wręcz uwsteczniające... Jednocześnie już w przedszkolu uczy się, że ciekawe i fascynujące są te zajęcia, które dotąd wykonywali głównie mężczyźni. Z kobiet robi się więc mężczyzn w spódnicach, a z mężczyzn właściwie nie wiadomo kogo...

Może nie wszystkim pasował dotychczasowy podział ról...

Tylko dlaczego teraz kobiety mają iść do kopalni, a mężczyźni zająć się dziećmi? Nie bardzo rozumiem, w imię czego mamy na siłę zamieniać te role... Skoro jesteśmy różni, to po co mamy robić to samo?

Tylko że te role są podobno narzucane kobietom przez środowisko. Lewicy chodzi o to, by kobiety miały wybór.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Tak, ale tylko pod warunkiem, że jest to jeden właściwy wybór: pracy zawodowej, kariery. Zwróćmy uwagę, co ci ludzie mówią o wyborze kobiety, gdy chce ona rodzić dzieci i je wychowywać kosztem aktywności zawodowej. Taka kobieta od razu jest szufladkowana jako ofiara strasznego patriarchalnego systemu. Z góry się zakłada, że jest nieszczęśliwa, niespełniona, że to nie ona dokonała wyboru, tylko jakiś zły mąż oprawca. A prawda jest taka, że zdecydowana większość kobiet chce rodzić dzieci i je wychowywać, a żadna nie chce pracować w kopalni na przodku.

rozmawiał Michał Płociński