Kiedy tuż po wyborze na papieża Jan Paweł II wszedł do biur Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, powiedział żartem: "Za życia łatwo się tu dostać, ale po śmierci trudniej".

Akurat sam dostał się tu wyjątkowo szybko – niecałe trzy miesiące po śmierci rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny na etapie diecezji, dwa lata później w kongregacji. Ale innym "wejść" tu jest bardzo trudno. Jeszcze trudniej otrzymać oficjalną pieczęć świętości.

[srodtytul] Mało fachowców [/srodtytul]

Proces o uznanie świętości to długa i skomplikowana procedura. Jeśli prowadzący go zrobi błąd, kandydat na ołtarze może nigdy się tam nie znaleźć.

- W diecezjach mamy bardzo mało osób, które na co dzień zajmują się tylko sprawami kanonizacyjnymi – mówi ks. Andrzej Scąber, główny referent do spraw kanonizacji archidiecezji krakowskiej. – To efekt utrudnionych kontaktów z Watykanem w czasach PRL, bariery językowej i skomplikowanych przepisów prawa kanonicznego, które zmienił dopiero Jan Paweł II.

Ale procesami w Polsce wciąż zajmują się głównie sędziowie sądów biskupich specjalizujący się w prawie małżeńskim. Efekt jest taki, że są diecezje, gdzie prowadzi się zaledwie jeden – dwa procesy o uznanie świętości. Dlatego archidiecezja krakowska organizuje dla duchownych z całej Polski kursy prawa kanonizacyjnego. Kilka dni temu zakończył się już trzeci – uczestniczyło w nim 50 osób.

[srodtytul] Za życia świadków [/srodtytul]

Kościół krakowski ma akurat w tej dziedzinie spore doświadczenie. Prowadzi się tu rekordową liczbę procesów – w tej chwili 19 spraw z Krakowa rozpatrywanych jest w Watykanie, a dziewięć na poziomie diecezji. Ponadto w kurii krakowskiej znajduje się jedyny w Polsce wydział do spraw kanonizacyjnych.

- Rozpoczęcie procesu jest dla diecezji kłopotem, bo to olbrzymi wysiłek – przyznaje prowadzący kurs ks. Andrzej Scąber. - Proces wymaga zaangażowania wielu sił, środków, ale przede wszystkim determinacji biskupa, by taki proces podjął.

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

Jeśli w diecezji są eksperci od prawa kanonizacyjnego, jeszcze przed rozpoczęciem procesu potrafią ocenić, czy ma on szanse na szczęśliwy finał.

– Watykan kładzie nacisk na tę tzw. przedprocesową fazę – mówi karmelita o. Szczepan Praśkiewicz, konsultor watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. – Chodzi o to, by się zorientować, czy są jakieś dokumenty świadczące przeciw świętości kandydata na ołtarze, czy są środowiska przeciwne rozpoczęciu procesu.

Wiadomo, że prawo kościelne pozwala zacząć proces pięć lat po śmierci osoby, którą otacza powszechne i trwałe przekonanie o jej świętości. Ale rzadko się wspomina o zaleceniu Watykanu, by nie czynić tego później niż 20 – 30 lat od pogrzebu.

- Odraczanie procesu może budzić podejrzenia, że czekano na śmierć niewygodnych świadków, którzy mogliby zaprzeczyć świętości kandydata – mówi o. Praśkiewicz.

[srodtytul] Cud kongregacji [/srodtytul]

Wiele procesów z przyczyn politycznych (wojen, wrogich rządów) wszczyna się znacznie później. Proces królowej Jadwigi rozpoczęto niemal 600 lat po jej śmierci. Obecnie w Polsce zaczyna się procesy osób zmarłych w niesprzyjających Kościołowi latach 50., 60., np. Kunegundy Siwiec ze Stryszawy, bp. Adolfa Piotra Szelążka, założyciela terezjanek.

Dobra ocena materiałów jeszcze przed rozpoczęciem procesu daje jakąś gwarancję, że gdy sprawa trafi z diecezji do Watykanu, nie stanie się kolejną tzw. sprawą milczącą. Czyli taką, która latami czeka w kongregacji na cud dokonany za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Bez niego nie może dojść ani do beatyfikacji (jeden cud), ani kanonizacji (kolejny cud). Chyba że rzecz dotyczy męczennika, do którego wyniesienia na ołtarze cud nie jest wymagany. Kiedyś do kanonizacji potrzeba było dwóch cudów, Jan Paweł II zredukował je do jednego.

- Papież mówił, że skoro świętość została przez cud raz potwierdzona, to kusić pana Boga drugi raz byłoby nietaktem – mówi o. Praśkiewicz. – W kongregacji czasem żartujemy, że wystarczy jeden cud, bo jego zatwierdzenie w kongregacji, ze względu na procedurę, to drugi.

Z powodu braku kolejnego cudu nie wszczęto np. procesu kanonizacyjnego bł. Wincentego Kadłubka czy bł. Bronisławy.

[srodtytul]Świecki? Tak, ale... [/srodtytul]

- W tej chwili dużo jest w kongregacji procesów założycielek i założycieli zgromadzeń zakonnych z okresu międzywojennego i lat powojennych – mówi o. Praśkiewicz. – Beatyfikacja założycieli to nie tylko uznanie ich świętości, ale też potwierdzenie charyzmatu zgromadzenia.

Problemem jest wciąż dysproporcja między grupą świeckich a duchownych wynoszonych na ołtarze.

- Zdarza się, że przychodzą do kurii ludzie i mówią: moja mama była święta – mówi ks. Scąber. – Watykan pozwala, by powodem w procesie była nie tylko diecezja, zakon, stowarzyszenie, lecz i osoba fizyczna. Ale jednocześnie odradza to, gdyż nie ma gwarancji ciągłości procesów, gdy trwają one długie lata. Choć dodaje, że w diecezji krakowskiej jedna trzecia to procesy świeckich, np. Jana Tyranowskiego, Stanisława Kownackiego, Hanny Chrzanowskiej, Rozalii Celak, Jerzego Ciesielskiego.

Od rozpoczęcia procesu do beatyfikacji mija z reguły kilkanaście, częściej kilkadziesiąt lat. W Watykanie potrafi minąć nawet 10 lat, zanim w ogóle ktoś zacznie się sprawie przypatrywać.

Z Polski na beatyfikację czy kanonizację czeka w Watykanie ponad 200 spraw, w tym ponad 180 to grupy męczenników II wojny. Na beatyfikację czekają np. ks. Jerzy Popiełuszko, kard. Stefan Wyszyński, kard. August Hlond, ks. Władysław Korniłowicz, bp Jan Pietraszko.

[i]kai[/i]

[ramka][b]Jak zostać błogosławionym[/b]

Kandydata na ołtarze mogą zgłaszać biskupowi parafie, zakony, stowarzyszenia, osoby fizyczne i sama diecezja. Proces składa się z dwóch etapów: diecezjalnego i rzymskiego. Na pierwszym biskup powołuje postulatora, komisję historyczną i teologiczną oraz trybunał, który przesłuchuje świadków.

Następnie materiały przekazywane są do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie. Tam postulator procesu przygotowuje tzw. positio, czyli opracowany materiał dowodowy zebrany w diecezji. Komisja teologów, a następnie biskupów i kardynałów kongregacji orzeka, czy kandydat na błogosławionego żył cnotami ewangelicznymi w sposób heroiczny. Po potwierdzeniu tego przez papieża rozpoczyna się proces o uznanie cudu za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Gdy to nastąpi, papież ogłasza datę i miejsce beatyfikacji. [/ramka]