–
Wszyscy się oburzali, że prowadzeni są jak barany na rzeź. A przecież większość nie
miała w ogóle żadnego wojskowego doświadczenia – tylko dwa tygodnie szkolenia,
czasami tydzień. (…) Oburzali się, ale szli (do ataku). Bo innego wariantu nie było –
opowiadał rosyjski żołnierz o walkach na froncie.
On znalazł inny wariant: uciekł z okopów do domu na Syberii.
Nie ukrywał się, ale sam poszedł do miejscowego centrum werbunkowego, by złożyć
raport w sprawie zwolnienia z wojska. – Tam w ogóle nie zrozumieli, kim ja jestem i
czego chcę – wspominał.