Rozejm trwał nieco ponad tydzień - dłużej, niż pierwsze porozumienie wprowadzane w życie od 24 listopada, czyli cztery dni, ale krócej, niż Izrael brał pod uwagę, czyli dziesięć albo i więcej, jeżeli Hamas nadal trzymał się zasady uwalniania każdego dnia 10 zakładników izraelskich za 30 palestyńskich więźniów.
Hamas już się tej zasady nie chce jednak trzymać, na dodatek w piątek przeprowadził zamach terrorystyczny w Jerozolimie. Wojna wróciła.
Czytaj więcej
Co najmniej trzy osoby zginęły, a sześć zostało rannych w ataku terrorystycznym, do którego doszło w godzinach szczytu na wjeździe do Jerozolimy -...
Może jeszcze będzie wstrzymywana, gdy da się wynegocjować zwolnienie kolejnej grupy zakładników, ale tylko wstrzymywana. I zapewne obejmie też w znacznie większym stopniu niż dotychczas południową część Strefy Gazy, gdzie oprócz setek tysięcy stałych mieszkańców, są setki tysięcy uchodźców z północy.
Wybuchowy tekst z „The New York Timesa”
Rząd Izraela ma dodatkowy powód, by długo nie myśleć o zakończeniu wojny - w piątek amerykański dziennik „The New York Times” opublikował tekst, z którego wynika, że izraelskie służby i armia znały od przeszło roku plan ataku Hamasu, zrealizowany 7 października 2023 r., ale go zignorowały. Współautorem tekstu jest czołowy izraelski dziennikarz śledczy, zajmujący się sprawami bezpieczeństwa Ronen Bergman.
Czytaj więcej
Izraelska armia poinformowała, że wznowiła działania przeciwko Hamasowi.
Nie jest jasne, czy sam Beniamin Netanjahu o tym wiedział, ale na niego spada odpowiedzialność polityczna.
Póki trwa wojna, póty premier powinien stać na czele Izraela, ale potem ma odejść - tak uważa nawet wielu jego dotychczasowych sojuszników. Liderzy opozycji już wcześniej raczej nie chcieli tyle czekać, teraz, po tekście „The New York Timesa” zapewne będą chcieli jeszcze mniej. A Netanjahu zapewne skupi się na podkreślaniu, że nie ma czasu na myślenie o swojej odpowiedzialności za dopuszczenie do najkrwawszego ataku w historii Izraela, bo musi dopilnować dobijanie Hamasu, który go zorganizował. By nigdy się to już nie mogło powtórzyć.
Cena za uwolnienie izraelskich zakładników żołnierzy jest bardzo wysoka
Dlaczego Hamas przerwał wypuszczanie izraelskich zakładników za palestyńskich więźniów i za przerwę w ostrzałach, umożliwiającą dostarczanie większej pomocy humanitarnej Palestyńczykom z Gazy?
Czytaj więcej
Na rok przed atakiem Hamasu na Izrael z 7 października, między przedstawicielami izraelskich władz krążył dokument opisujący plan ataku, który chcą...
Zakładnicy to najlepsza karta przetargowa terrorystów, chyba tylko naiwni sądzili, że wypuści wszystkich. Uwolnił prawie połowę, w tym większość izraelskich kobiet i dzieci (część miała też obywatelstwo innych krajów, w tym jedna polskie). Oraz - czego nie przewidywało porozumienie z Izraelem, zawarte w Katarze - 23 Tajlandczyków i Filipińczyka.
Hamas przetrzymuje jeszcze około 135 osób, z tego kilka bez izraelskiego paszportu.
Czytaj więcej
Jak to możliwe, że współpracujący z czołowymi mediami fotoreporterzy Arabowie robili zdjęcia podczas ataku terrorystycznego Hamasu, który był zasko...
Są to przede wszystkim mężczyźni w różnym wieku. Sporo z nich, w tym prawdopodobnie cztery kobiety, to żołnierze i pracownicy innych służb mundurowych. Od początku było jasne, że Hamas za uwalnianie wojskowych będzie chciał dużo więcej, niż przewidywało dotychczasowe porozumienie. Ma w pamięci wymianę z 2011 roku - za wypuszczenie z niewoli jednego uprowadzonego pięć lat wcześniej żołnierza Gilada Szalita izraelskie więzienia opuściło ponad tysiąc Palestyńczyków, w tym najgorsi terroryści, odpowiedzialni za śmierć przeszło 500 Izraelczyków, z obecnym numerem jeden w Gazie Jahją Sinwarem włącznie.
Zakładnicy to najlepsza karta przetargowa terrorystów
Na dodatek upór w negocjacjach im się wówczas opłacił, Izraelczycy początkowo nie godzili się nawet na wypuszczenie kobiet i nieletnich więźniów.
Cele Hamasu też bez zmian
Szalit był ledwie kapralem, teraz Hamas ma w swoich rękach oficerów. Nie odda przecież ich wszystkich za kolejne transporty pomocy humanitarnej, nie dba, jak dowiódł, o los ludności cywilnej Gazy. Chce jak bardziej zaszkodzić Izraelowi, trwale go osłabić, by kiedyś przystąpić do ostatecznego boju o przetrwanie, pozbawić sojuszników w świecie muzułmańskim i doprowadzić do trwałych zmian w nastawieniu do kwestii palestyńskiej opinii publicznej w świecie zachodnim.
Czytaj więcej
Żaden przedstawiciel rządu Beniamina Netanjahu nie pojawił się w poniedziałek na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych krajów basenu Morza Śródzi...
Częściowo już mu się udaje. Nacisk opinii publicznej na rządzących w USA, czyli największego sojusznika Izraela, jest tak silny, że politycy administracji Joe Bidena co chwilę mówią o tym, że Izrael musi zdecydowanie ograniczyć liczbę cywilnych ofiar w Gazie.
Na dodatek, jak napisał amerykański portal Axios, dobrze zorientowany w sprawach bliskowschodnich, prezydent Biden przestrzegł premiera Netanjahu, żeby Izrael nie ważył się prowadzić na pełnym uchodźców południu strefy Gazy operacji w stylu tej, którą prowadził przez kilka tygodni na jej północy. Szef izraelskiego rządu miał odpowiedzieć, że musi to zrobić, bo tego od niego wymaga izraelskie społeczeństwo.
Wielka wojna także na południu Strefy Gazy
Na południu też są tunele i do nich zapewne przeniosło się sporo bojowników Hamasu, być może także ci najważniejsi.
W piątek Netanjahu, nie bacząc na naciski, oficjalnie powtórzył, jakie są cele Izraela: uwolnienie wszystkich zakładników, eliminacja Hamasu i uzyskanie pewności, że Gaza nigdy nie będzie już stanowiła zagrożenia dla obywateli Izraela.
Czytaj więcej
O błędach, które umożliwiły Hamasowi atak. O tym, że trzeba wypuścić odsiadującego dożywocie lidera Palestyńczyków, by po wojnie uporządkował Gazę,...
Wszystkie razem zapowiadają długą wojnę. W jej czasie do zachodnich mediów i mediów społecznościowych będą wciąż napływały zdjęcia gruzów, spod których są wydobywane palestyńskie dzieci. Trudno zakładać, że takie obrazki spowszednieją i naciski na Izrael osłabną.
Teoretycznie pierwszy cel wydaje się najbardziej realny. Ale to może być pozór, jego spełnienie może wymagać realizacji drugiego: eliminacji Hamasu, zwanej wcześniej zazwyczaj likwidacją. Nie ma oczywiście jednej definicji tej eliminacji, może być połączona ze wspominaną w amerykańskich mediach próbą wysłania na emigrację niższych rangą hamasowców z rodzinami. Ale kto miałby przyjąć te tysiące ludzi o radykalnych poglądach i często z terrorystyczną biografią? Nie jest na to gotów Zachód, ani kraje arabskie, w wielu z nich, w tym w sąsiednim Egipcie i najbogatszej w ich gronie Arabii Saudyjskiej, ideologia podobna do wyznawanej przez Hamas jest zwalczana wszelkimi siłami.
Do zabicia wszystkich terrorystów daleka droga
Do eliminacji w znaczeniu zabicia wszystkich uzbrojonych bojowników Hamasu i wspierających go palestyńskich organizacji terrorystycznych w Gazie jest bardzo daleko. Było ich kilkadziesiąt tysięcy, a dotychczas zginęło kilka tysięcy, tak można szacować po odliczeniu od podawanej przez Palestyńczyków liczby około 15 tysięcy zabitych w Gazie dzieci i kobiet (odpowiednio ponad 6 tys. i 4 tysiące), i to przy ryzykownym założeniu, że wszyscy zabici mężczyźni to terroryści.
Niejasne pozostaje, czy eliminacja Hamasu oznaczałaby jednocześnie dla Netanjahu uzyskanie pewności, że Izrael nigdy nie byłby już zagrożony atakami ze strefy Gazy, czy też potrzebny byłby jeszcze jakiś krok, jak na przykład wysiedlenie stamtąd Palestyńczyków (wszystkich albo znacznej większości).
Jedno wydaje się pewne. Do ogłoszenia pokonania Hamasu niezbędna jest eliminacja organizatora ataków i uprowadzeń z 7 października Jahji Sinwara. To on, żywy lub martwy, ale raczej martwy, jest celem numer jeden izraelskiej operacji.