Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 216

Władze samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej oraz okupacyjne władze zajętych przez Rosjan części obwodów zaporoskiego i chersońskiego ogłosiły, że wyniki przeprowadzanych tam „referendów” są wiążące. Przekonują, że udział w głosowaniu wzięła ponad połowa uprawnionych mieszkańców, w tym również przebywających na terenie Rosji. Mieli odpowiedzieć tylko na jedno pytanie dotyczące „wstąpienia w skład Federacji Rosyjskiej”.

Od piątku członkowie komisji referendalnych w towarzystwie rosyjskich żołnierzy „zbierali głosy”, chodząc po domach i mieszkaniach, głosowanie w lokalach odbędzie się we wtorek. Prawdopodobnie tego samego wieczoru władze okupacyjne ogłoszą wynik, który nie będzie zaskoczeniem dla Kremla. W Rosji zaś krążą pogłoski, że Władimir Putin wystąpi z przemówieniem do wyższej i niższej izby parlamentu już 30 września.

Putin chce rozmów?

– Zostanie ogłoszone, że są to już terytoria należące do Rosji. Zasadniczo nic się nie zmieni, bo dzisiaj Rosja już nie prowadzi ofensywy, tylko chce obronić te tereny. Po kontrofensywie ukraińskiej armii w obwodzie chersońskim pojawiły się obawy, że rosyjska armia będzie musiała się wycofywać z kolejnych terytoriów – przyznaje „Rzeczpospolitej” Siergiej Markow, znany prorządowy moskiewski politolog, niegdyś blisko związany z Kremlem. – W ten sposób Rosja demonstruje, że z tych terenów już się nie wycofa. Jednocześnie zostanie wysłany też sygnał, że Kreml chce się dogadywać. Warto jednak spodziewać się rosyjskiej ofensywy, bo inaczej nikt z Rosją rozmawiać nie będzie – dodaje.

Czytaj więcej

Małpa z brzytwą, czyli Putin z bombą

Szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu w poniedziałek w Tokio stwierdził, że Putin chce wrócić do rokowań z Ukraińcami, ale na „nowych warunkach”. Z informacji tych wynika, że rosyjski prezydent miał o tym mówić tureckiemu przywódcy podczas niedawnego spotkania w uzbeckiej Samarkandzie. Cavusoglu zasugerował, że do zawieszenia broni niezbędne byłoby zorganizowanie spotkanie Zełenskiego z Putinem.

Zamrożenie wojny

W Kijowie od początku mówiono, że władze nie uznają aneksji części ukraińskiego terytorium, tak samo jak nie uznano aneksji Krymu. Co więcej, w poniedziałek Służba Bezpieczeństwa Ukrainy opublikowała listę nazwisk osób zaangażowanych w przeprowadzenie pseudoreferendów, oskarżono ich o kolaborację i zamach na integralność terytorialną Ukrainy.

– Przeprowadzając tak zwane referenda i ogłaszając mobilizację, Putin spełnił oczekiwania partii wojny. Ale jednocześnie liczy na to, że eskalując wojnę, zastraszy Zachód bronią atomową. Popełnia ten sam błąd jak przed 24 lutego. Nie rozumie sytuacji na Zachodzie, a zwłaszcza nie rozumie sytuacji w Ukrainie – mówi „Rzeczpospolitej” Wołodymyr Fesenko, czołowy kijowski politolog i publicysta. – W Kijowie zdają sobie sprawę z tego, że jeżeli dzisiaj pójdziemy na ustępstwa wobec Putina, to jutro zacznie on nas znów szantażować. Będzie próbował zaanektować kolejne terytoria i będzie wysuwał nowe żądania. Ukraińcy nie mają wyboru, muszą bronić swojej integralności terytorialnej i suwerenności – dodaje.

Twierdzi, że uwolnienie ukraińskich jeńców i wymiana ich na m.in. Wiktora Miedwiedczuka była sygnałem, że Kreml jest gotów do rozmów z Kijowem. – Problem polega na tym, że podwyższając stawkę, sprowadza do zera możliwość negocjacji. Nikt nie jest w stanie zmusić Zełenskiego do przyjęcia rosyjskich warunków, bo ukraińskie społeczeństwo tego nie przyjmie. De facto jest możliwe, że wojna może zostać zamrożona, jeżeli dzięki mobilizacji Putinowi uda się ustabilizować sytuację na froncie, a nam będzie brakowało broni do kontrofensywy. Ale to byłaby jedynie przerwa, bo to nie odpowiadałoby ani jednej, ani drugiej stronie – uważa ukraiński ekspert. – Sytuacja jest prawie patowa – przyznaje.

„Nadchodzi katastrofa"

Wygląda na to, że trwająca zaledwie kilka dni mobilizacja będzie dużym testem dla władz Rosji.

W poniedziałek w Ust-Ilimsku w obwodzie irkuckim zmobilizowany na wojnę 25-latek na oczach innych poborowych wystrzelił z karabinu do szefa lokalnej komendy uzupełnień. Tego samego dnia uzbrojony mężczyzna wdarł się do szkoły w Iżewsku (Udmurcja) i zamordował 15 osób, w tym 11 dzieci (tak wynikało z informacji spływających z rosyjskich mediów). Rzecznik Kremla stwierdził, że doszło do zamachu terrorystycznego.

– Mam wrażenie, że nadchodzi katastrofa. Wielu uważa, że zawinił Putin, bo działał zbyt niezdecydowanie, zbyt miękko. Mobilizację trzeba było ogłaszać w marcu, a armię na Ukrainę trzeba było wysyłać jeszcze w 2014 roku. Dzisiaj już jest za późno na cokolwiek – mówi „Rzeczpospolitej” prokremlowski analityk, który zastrzega anonimowość. Twierdzi, że do tak zwanej partii wojny wokół Putina należą szefowie resortów siłowych, a nawet szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Przekonuje zaś, że w Moskwie też jest „partia pokoju”. – To ludzie związani z finansami i gospodarką kraju – twierdzi.