Czytaj więcej

Ukraińcy zaatakowali bazę wojskową na Krymie? "Rzeczpospolita" o eksplozjach na lotnisku Saki

– To jest mocny cios przede wszystkim w psychikę Putina, ale i w jego społeczny wizerunek supersilnego, pewnego i mądrego przywódcy. (…) A Ukraina dopiero zaczyna wykrywać politycznie bolesne punkty Kremla – uważa kijowski socjolog Wiktor Nebożenko.

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Ukraina przyznaje się do trzech ataków na Krymie

Najpierw 9 sierpnia wyleciało w powietrze lotnisko lotnictwa rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sakach koło Eupatorii. We wtorek seria eksplozji wstrząsnęła okolicami miejscowości Dżankoj na północy półwyspu: wyleciał w powietrze magazyn amunicji, eksplodowała stacja transformatorowa, a w końcu okazało się, że została uszkodzona pobliska linia kolejowa. Wieczorem wybuchy wstrząsnęły kolejnym lotniskiem Floty Czarnomorskiej, tym razem w Gwardiejsku, 10 km na północ od Symferopola.

„Już po Nowofediriwce (ataku w Sakach – red.) uprzedzano was: nie zostawajcie, jak najszybciej wyjeżdżajcie. A wy musieliście czekać na Dżankoj” – napisał do Rosjan na Facebooku przewodniczący Medżlisu Tatarów Krymskich Refat Czubarow.

Mimo iż wojna z Ukrainą dotychczas zepsuła sezon wypoczynkowy na Krymie, to jednak na tamtejsze plaże przyjechały setki tysięcy urlopowiczów z Rosji. Wbrew temu, co sądzi Czubarow, panika wybuchła wśród nich już po pierwszym ukraińskim ataku. Pod wieczór 9 sierpnia w korku, który zablokował most Krymski prowadzący nad Cieśniną Kerczeńską do Rosji, stało około 36 tys. samochodów.

Wyjeżdżali nie tylko wystraszeni urlopowicze, ale i rodziny funkcjonariuszy okupacyjnych władz: cywilnych i wojskowych. – Ewakuacja odbywa się w historycznym tempie (…) Okupacyjne władze próbują utworzyć coś w rodzaju „elitarnego korytarza”, którym zamierzają wywozić tych, których uważają za najcenniejszych – opisuje sytuację przedstawicielka sztabu ukraińskiej Grupy Południe Natalia Humeniuk.

Sytuacja powtórzyła się po eksplozjach koło Dżankoju. W pierwszej fali uciekinierów most zatkało prawie 39 tys. samochodów. W dodatku policja zaczęła rewidować wszystkie maszyny wjeżdżające w pobliże mostu.

Połączenie kolejowe z Rosją zostało zerwane z powodu uszkodzenia torów koło Dżankoju. Koszt taksówki z Symferopola do Władisławiwki (pierwszej stacji, do której dojeżdżają pociągi z Rosji) podskoczył trzykrotnie.

– Rosyjska klasa średnia (głównie ona korzysta z wypoczynku na półwyspie – red.) (…) nagle zrozumiała różnicę między „operacją specjalną” a wojną przeciw Ukrainie. (…) Po raz pierwszy Ukraina za pomocą wojskowych metod przebiła się do uczuć i mózgów wystraszonych Rosjan, niwelując wpływ wszechpotężnej kremlowskej propagandy – uważa Nebożko.

Na razie media podległe Kremlowi w ogóle nie przyznają, by półwysep zaatakowali Ukraińcy. Propagandowe uniki wskazują, że Kreml nie wie, co ma robić.

Dotychczas aneksja półwyspu w 2014 r. stanowiła podstawę ludowej popularności Władimira Putina. Po oskarżeniach o sfałszowanie wyborów prezydenckich (a wcześniej parlamentarnych) i fali protestów w latach 2010–2011 agresja na Ukrainę w 2014 r. zapewniła mu rekordową popularność. Po kolejnych, w 2018 r., Krym stał się „ziemią świętą” (jak mówił o nim sam Putin). Jednym z argumentów prezydenta, którym przekonywał o konieczności zaatakowania Ukrainy, było to, że Kijów po wejściu do NATO odbierze półwysep siłą.

Ale „specjalna operacja wojskowa” przeciw Ukrainie zaczęła się przeciągać i negatywnie wpływać na popularność Putina. „Według socjologicznych badań prowadzonych przez FSO (służbę ochrony Kremla – red.) jedynie 27 proc. pytanych mówi, że wyłącznie Putin może być prezydentem. To jest prawdziwy wskaźnik jego poparcia” – pisze jeden z internautów przedstawiający się jako członek elity władzy.

Respondentów pytano jednak jeszcze przed serią ataków na półwysep, a ukraińscy politycy zapowiadają, że będą następne.

Rozbite dotychczas lotniska znacznie ograniczają możliwości wspierania oddziałów na froncie, bombardowania ukraińskich miast, jak i obrony samego półwyspu. Jednym z głównym centrów logistycznych wojska jest Dżankoj, gdzie krzyżują się linie kolejowe z Rosji i Ukrainy. Ich uszkodzenie nie tylko zatrzymało pociągi z plażowiczami z głębi Rosji, ale i transporty wojskowe dla oddziałów broniących Chersonia. Ponieważ ukraińscy partyzanci jednocześnie wysadzili most w pobliżu okupowanego Melitopola, prawie cała sieć kolejowa okupowanej południowej Ukrainy stała się bezużyteczna dla rosyjskiej armii.

Przy czym dotychczas nie wiadomo, w jaki sposób Ukraińcy dokonali ataków na półwyspie. Kijowscy eksperci zaczynają napomykać, że nie musiały to być wcale uderzenia rakietowe. – Nie da się tego ukryć: na Krymie mieszka ogromna liczba ukraińskich obywateli. Wywiad ukraiński mógł zorganizować jakąś operację specjalną, przewieźć tam drony i z bardzo bliskiej odległości uderzyć na lotniska tak, że rosyjska obrona przeciwlotnicza nie zdążyła zareagować – sądzi Anton Pawłuszko z organizacji InformNapalm.

Świadomość, że w środku rosyjskiej twierdzy, jaką do tej pory był półwysep, są ludzie gotowi zaryzykować życie, walcząc po ukraińskiej stronie, musi być bardzo niepokojąca i demoralizująca dla rosyjskich dowódców. Zarówno na półwyspie, jak i w głębi lądu.