– Zimą ukraińskim wojskom będzie trudniej prowadzić działania bojowe, by wyzwalać okupowane przez Rosjan tereny – mówił w trakcie wideokonferencji z przywódcami G7, najważniejszych państw szeroko pojętego Zachodu. Jednocześnie prosił o dostawy ciężkiej broni i systemów obrony przeciwlotniczej.

Zdaniem części zachodnich ekspertów obecnie na froncie – przynajmniej w najbardziej na wschód wysuniętej jego części, w Donbasie – ukraińska armia miejscami posiada przewagę liczebną nad wojskami najezdniczymi. Jednak Rosjanie przytłaczają swoją artylerią, której jest cztero- a nawet sześciokrotnie więcej od ukraińskiej.

Prawie codziennie w większości obwodów Ukrainy ogłaszane są alarmy powietrzne

Nie wiadomo, czy wcześniej przekazany Ukrainie ciężki sprzęt zachodni dotarł już w całości na front. Na pewno są tam niektóre amerykańskie wyrzutnie rakietowe HIMARS, jak i część francuskich dział samobieżnych Cesar. Te pierwsze były już używane w okolicach Iziumu.

Bez wątpienia jednak przy ilości sprzętu używanego w ataku przez rosyjską armię dotychczasowe dostawy są za małe. W dodatku pojawiają się informacje, że ukraińskiej armii zaczyna brakować amunicji do postsowieckiej artylerii, która jest podstawą jej uzbrojenia.

Jeszcze gorzej jest z systemami obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Kreml bez przerwy atakuje ukraińskie miasta. Prawie codziennie w większości obwodów Ukrainy ogłaszane są alarmy powietrzne, ale obronić przed atakami udaje się tylko Kijów i Odessę (choć nie w pełni). Korzystając z przewagi rakietowej, Rosjanie konsekwentnie niszczą na przykład ukraińską infrastrukturę służącą do przechowywania i przesyłania zbóż na południu kraju. W zeszłym tygodniu rozbili zbiorniki z olejem słonecznikowym w porcie w Mikołajowie.

Rosyjscy urzędnicy wojskowi szantażują poborowych, domagając się podpisania kontraktów żołnierzy zawodowych

Z kolei Kremlowi brakuje żołnierzy, a mimo to nie chce ogłosić powszechnej mobilizacji. – Hitler popełnił strategiczny błąd, ogłaszając powszechną mobilizację dopiero w 1942 r. – przestrzegał Kreml w zeszłym tygodniu sekretarz prasowy koncernu Rosnieft i były dziennikarz telewizyjny Michaił Leontiew. Dołączył w ten sposób do grona osób publicznych, które natarczywie domagają się od prezydenta Putina przeprowadzenia poboru. Pierwszym i najbardziej znanym spośród nich jest Igor Girkin (znany pod pseudonimem Striełkow), oficer rosyjskich służb specjalnych, który w 2014 r. zaczął wojnę w Donbasie.

Ale Kreml uchyla się od podjęcia tej ostatecznej decyzji, nie będąc pewnym, jak zareaguje na nią rosyjskie społeczeństwo. Armia, która poniosła ogromne straty w dotychczasowych walkach, uzupełniania jest tylko przez nabór ochotników do służby zawodowej, który jednak czasami przybiera formę przymusową. „Kreml nadal zmienia ustawodawstwo, by móc prowadzić »tajną« mobilizację” – zauważa amerykański Institute for the Study of War.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

„W najbliższych tygodniach zależność dalszego prowadzenia rosyjskiej kampanii od sił rezerwowych najprawdopodobniej bardzo wzrośnie” – ocenia wywiad brytyjski.

Pewnie dlatego rosyjscy urzędnicy wojskowi szantażują poborowych, domagając się podpisania kontraktów żołnierzy zawodowych, a niektórzy przedsiębiorcy żądają od swoich pracowników wyznaczenia spośród siebie ludzi do służby w armii (niezależnie od profilu przedsiębiorstwa).

Na razie front utknął w pobliżu Lisiczańska, Słowiańska i Bachmutu. Zabudowane tereny zmniejszają zagrożenie ze strony rosyjskiej artylerii, zmuszając atakujących do długotrwałych ostrzałów i wyniszczających walk miejskich. Według ukraińskich danych na przykład w ciągu dziesięciu tygodni walk o Siewierodonieck Rosjanie stracili prawie 5 tys. żołnierzy (zabitych, rannych i zaginionych) oraz setki czołgów i wozów bojowych.

Czytaj więcej

Rosjanie zaatakowali rakietami centrum handlowe. Są ofiary i ranni

Ukraińscy eksperci sugerują zaś, że dopiero w sierpniu–wrześniu obrońcy zbiorą wystarczająco dużo sił do kontrataku.