A jest z czego żartować. Zgromadzone w raporcie przypadki nie powalają na kolana. Wykazano dość drobne nieprawidłowości na poziomie, jakim powinien zajmować się resortowy księgowy, a nie pełnomocnik rządu.
Oczywiście Julia Pitera miała rację, gdy przypominała, iż karta kredytowa to nie dodatek do pensji. Przy okazji jednak pani minister kreowała wokół kart kredytowych aurę korupcji i zapowiadała, że wykaże grube nieprawidłowości. A gdy musiała wyłożyć karty na stół, okazało się, że jej rewelacje nie poruszyły nawet tych komentatorów, którzy zwykli bardzo surowo oceniać poprzedni rząd.