Prezydent Lech Kaczyński demonstracyjnie daje do zrozumienia, że ratyfikowanego przez parlament traktatu lizbońskiego nie podpisze. Po niedawnych reprymendach Donalda Tuska w sprawie tarczy prezydent pośrednio przypomina premierowi, że w kwestii podpisu traktatu uzależniony jest od jego dobrej woli. Przy okazji daje sygnał, iż solidaryzuje się z Irlandczykami odrzucającymi traktat, opiera się presji Berlina i Paryża, i przypomina, że „Lizbona” nigdy go nie zachwycała. Premier Tusk daje się wytrącić z równowagi. Zaczyna oskarżać prezydenta o „błąd albo pomyłkę”. Czy za chwilę zacznie się kolejny rytualny taniec? Deklaracje poparcia dla premiera jako lidera obozu światłej Europy przeciw obskurantyzmowi Kaczyńskich...? Głosy sympatii zagranicznych dzienników, z uznaniem przyjmujących heroiczne zmagania Tuska z braćmi Kaczyńskimi, hamulcowymi unijnej integracji...?