Reklama

Paweł Lisicki o moralnym szantażu środowisk żydowskich

Od lat słyszałem, że dyskusja o polskich winach wobec Żydów jest niezbędna dla samych Polaków. Mówiono mi, że bez zmierzenia się z niewygodnymi dla narodu faktami nigdy nie nastąpi oczyszczenie polskiej pamięci.

Publikacja: 01.04.2011 20:00

Ileż to razy widziałem różnych mniej i bardziej zacnych myślicieli, którzy rozdzierali szaty i posypywali głowy popiołem. Tu chodzi wyłącznie o prawdę, o zadośćuczynienie moralne – mówili. Dumni z siebie Polacy powinni mieć odwagę dostrzegać błędy i zło przeszłości. Słusznie.

 

Tak też zresztą zwolennicy tłumaczyli publicystyczną działalność Jana Tomasza Grossa od czasu wydania przez niego „Sąsiadów". Może on i błądzi, może nieco przesadza, ale powoduje nim szlachetny gniew, wolna od interesowności troska o wartości, występowanie w imieniu ofiar – słyszałem. I czyż nie taka właśnie powinna być postawa inteligenta? Być po stronie słabszych, krytycznie docierać do tych pokładów pamięci, które zostały stłumione i zepchnięte?

 

Piękna ta wizja legła w gruzach za sprawą listu przedstawiciela Światowego Kongresu Żydów Menachema Z. Rosensafta do ministra Radosława Sikorskiego. Kongres następnego dnia od listu się zdystansował, ale warto mu się bliżej przyjrzeć. Głównym celem oświadczenia nowojorskiego prawnika była krytyka polskiego rządu po tym, jak ten wstrzymał prace nad ustawą reprywatyzacyjną. Rządu nie rozumiem. Wiadomo było, że taka rezygnacja musi wywołać protesty. Przedwojenni właściciele i ich prawni potomkowie mają prawo, uważam, dochodzić swej własności. Reakcja Żydów zdaje się być czymś naturalnym.

Reklama
Reklama

Nie tu jest jednak istota sprawy. Otóż gdyby pan Rosensaft ograniczył się do obrony prawa własności, przyznałbym mu rację. Niestety, poszedł dalej. W krótkich acz żołnierskich słowach przedstawił wizję historii stosunków polsko-żydowskich w wersji a'  la Gross.

Okazało się, że to sami Polacy zabili Żydów w Jedwabnem i to polski antysemityzm odpowiada za pogrom w Kielcach. Więcej. Pan Rosensaft utrzymuje też, że „pomiędzy pogromami w Jedwabnem i Kielcach niezliczeni Polacy czerpali profity z niemieckiego „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej". Polaków denuncjatorów i złodziei było nieporównanie więcej niż Sprawiedliwych. Wniosek? „To wszystko z trudem pozwala uznać Polaków za niewinnych obserwatorów". I na koniec jeszcze groźba: Polska musi zostać zmuszona do uznania roszczeń majątkowych ofiar Holokaustu.

Nie ma tu nic o moralności. To zwykły szantaż. Przeprowadzenie rachunku sumienia przestaje być sposobem oczyszczenia pamięci, staje się zaś instrumentem, za pomocą którego chce się wymusić na Polakach odszkodowania. Widać teraz przynajmniej, czemu służyły kolejne dzieła Grossa i ich promocja. Nie chodziło o prawdę i pojednanie, ale o dostarczenie poręcznych i skutecznych narzędzi nacisku.

To nawet rozumiem. Ale dlaczego musiała temu towarzyszyć tak potworna obłuda?

Komentarze
Bogusław Chrabota: Trump cłami pogrzebał Radę Pokoju
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Komentarze
Aleksandra Pilarczyk: Rozdawnictwo górą. Bez podpisu prezydenta Karola Nawrockiego tracimy szansę na reformę ustroju rolnego
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Donald Trump nie będzie królem
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Kaczyński ma plan na powrót do władzy. Problem w tym, że PiS może się rozpaść
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama