Bunt na Białorusi nie przypomina żadnego innego – masowy, ale łagodny. Heroiczny, radosny, wzruszający, wspaniały. Czy zatem podejście Zachodu do historycznych wydarzeń w tym kraju może przypominać reakcję na gwałtowne przemiany gdzie indziej? Na przykład na Ukrainie przed kilkoma laty?
Może. Na razie, co potwierdził zdalny szczyt Unii Europejskiej w środę, wygląda podobnie. Jak zwykle, gdy w pobliżu jest Rosja, możni Zachodu biorą pod uwagę jej dobre samopoczucie, dla dobrego samopoczucia zaś własnych społeczeństw troszkę grożą jej palcem. Skoro Moskwa uważa, że to jej strefa wpływu, to niech tak będzie. Oby tylko wstrzymała się od interwencji militarnej i pogodziła z tym, że promoskiewskiego dyktatora być może – choć niekoniecznie – zastąpi polityk z realnym poparciem społecznym, ale oczywiście bez jakichkolwiek antykremlowskich planów. By zostało z grubsza, jak jest.