Reklama

Krzyżak: Rak powszechnego załatwiactwa

Był taki czas, kiedy miałem dość dziennikarskiego chleba. Zamarzyłem o normalizacji, pracy przez osiem godzin od 8 do 16, ze stałą pensją, bez stresu itp. Zacząłem od wysokiego „C" – na pierwszy ogień poszły urzędy administracji centralnej.

Publikacja: 14.11.2013 07:00

Tomasz Krzyżak

Tomasz Krzyżak

Foto: Fotorzepa, Adam Burakowski Adam Burakowski

W Urzędzie Służby Cywilnej wyszukałem ogłoszenia odpowiadające moim kwalifikacjom. Stworzyłem piękne CV, list motywacyjny. Nie pamiętam już, do ilu miejsc wysłałem aplikację, ale na pewno było ich wiele. Zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną przyszły z dwóch. Nie udało się. Zszedłem więc na niższy poziom – do administracji samorządowej. Efekt był podobny. Zdecydowałem zatem, że wykonam kilka telefonów. „Panie Tomku, gdyby zadzwonił pan miesiąc temu, to miałbym dla pana dobrą pracę" – usłyszałem od wójta w jednej z podwarszawskich gmin. Podobne słowa słyszałem później jeszcze wiele razy. Zostałem w dziennikarstwie.

Gdy kilka lat później pracy szukała moja żona, nie miałem już żadnych skrupułów. Zadzwoniłem do znajomego dyrektora generalnego w jednym z ministerstw, który akurat potrzebował asystentki. Chciałem zwyczajnie zapytać o sens składania aplikacji. „Nie warto składać, bo mam już człowieka na to miejsce" – dyrektor szybko sprowadził mnie na ziemię.

Inny przykład. W miejscowości X na emeryturę odchodzi dyrektorka biblioteki. Pełniącą obowiązki zostaje jej synowa. Z wykształcenia ekonomistka – od kilku lat po urlopie macierzyńskim bez pracy. Po kolejnych kilku dniach jest już pełnoprawnym dyrektorem. Bez konkursu, bez żadnego ogłoszenia o rekrutacji.

Jestem pewien, że podobne doświadczenia mają setki tysięcy Polaków. A opisane wyżej przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Z lewa i z prawa od wielu lat słyszymy zapewnienia, że żyjemy w państwie prawa, że konkursy na przeróżne stanowiska w administracji państwowej i samorządowej są po to, by wybrać najlepszych. Słowa te padają niezależnie od opcji aktualnie rządzącej w naszym kraju. Guzik prawda. Rak korupcji, nepotyzmu, powszechnego załatwiactwa zżera nas szybciej, niż nam się wydaje. A przypadek, o którym piszemy dziś w „Rzeczpospolitej", tylko tę smutną prawdę potwierdza. Niestety.

Reklama
Reklama

Oskarżeni o kilkumilionowe straty znaleźli pracę w... Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji

Komentarze
Jerzy Haszczyński: Rada Pokoju Trumpa na razie skupiona na niekontrowersyjnym celu, na Strefie Gazy
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Czy Polska jest skazana na wybór między suwerennością a bezpieczeństwem?
Komentarze
Zuzanna Dąbrowska: Bez przeszłości i bez idei, czyli rozłam w Polsce 2050
Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Czy SOR to musi być horror?
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama