Ale nawet oni wiedzą, że pociąg pośpieszny z wagonami pierwszej, drugiej i trzeciej klasy nie wyruszy ?z Berlina o 9:10, by w południe następnego dnia dotrzeć do St. Petersburga. Po drodze nie zatrzyma się na stacjach Landsberg (dziś Gorzów Wielkopolski), Bromberg (Bydgoszcz), Dirschau (Tczew), Königsberg (Kaliningrad) czy Insterburg (Czerniachowsk). Choć tak było w 1867 roku.
Można odnieść wrażenie, że pasjonaci dawnej kolei są mniej oderwani od realiów niż politycy. Przynajmniej ?ci najważniejsi z Zachodu, ?z prezydentem Obamą i kanclerz Merkel na czele. Oni nie zauważyli, jak bardzo Rosja się zmieniła od 1997 roku, i wciąż odwołują się do zawartego wtedy porozumienia między tym krajem a NATO.
Nie ma dla nich ważniejszego dokumentu dotyczącego bezpieczeństwa w naszym postkomunistycznym zakątku świata niż tamten.
A dokument ten, zwany „Aktem stanowiącym o wzajemnych stosunkach, współpracy i bezpieczeństwie między NATO a Federacją Rosyjską", zawiera opis rzeczywistości równie dziś egzotycznej jak podróż wyfrakowanych panów i eleganckich dam pociągiem pierwszej klasy z Berlina do Petersburga.
Rosja jest w nim krajem budującym społeczeństwo demokratyczne, dzielącym wartości z Zachodem, a nawet – stosującym podobne normy.
Krótko mówiąc, jest przyjacielem naszym wielkim i oddanym, pokojowo nastawionym, zupełnie nieagresywnym, nieprowadzącym żadnych wojen. Tak ją nadal traktują przywódcy starego Zachodu. Nie zauważają przy tym, że między Berlinem a Petersburgiem są niepodległe państwa – Polska, Litwa, Łotwa.
Wszystko wskazuje na to, że na rozpoczynającym się pojutrze szczycie sojuszu w Walii Rosja nadal będzie postrzegana w ten sposób. Akt stanowiący nadal będzie pozwalał na nierówne traktowanie członków NATO, dzielił ich na kategorie. A Merkel i Obama wciąż będą blokowali budowę prawdziwych baz w naszym regionie.
Polscy politycy wyrażają niezgodę na podtrzymywanie przy życiu dokumentu, dawno podeptanego przez Moskwę. Ale może nie czynią tego na każdym spotkaniu i w każdej rozmowie telefonicznej z kolegami ze starego Zachodu. A powinni wiercić im dziurę w brzuchu, by wyrwali się ze swojego snu o Rosji. Chodzi przecież i o nasze bezpieczeństwo, i o naszą pozycję w instytucjach zachodnich, i o równe traktowanie starych i nowych członków NATO.
Jest to też dobre zadanie dla przewodniczącego elekta Rady Europejskiej.