Reklama

Michał Szułdrzyński: PiS w pułapce przeszłości. Dlaczego kampania Nawrockiego zawodzi?

PiS przygotował Karola Nawrockiego na starcie z Rafałem Trzaskowskim, jakby to była powtórka z 2015 roku. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Kampania KO rozbroiła ataki prawicy. Szyki PiS pomieszał również Donald Trump i sytuacja geopolityczna. Korzysta na tym Sławomir Mentzen.
Karol Nawrocki

Karol Nawrocki

Foto: PAP/Lech Muszyński

Nic dziwnego, że sztabowcy PiS postanowili zorganizować w pierwszy marcowy weekend konferencję programową. Kampania Nawrockiego potrzebuje bowiem jakiegoś radykalnego resetu, bo dotychczas przyjęta koncepcja okazała się niewypałem.

Kto bardziej przypomina Komorowskiego, Trzaskowski czy Nawrocki?

Dlaczego? Znane powiedzenie mówi, że generałowie szykują się do minionych wojen, warunków, które już znają. Ale dotyczy to nie tylko wojen i bitew, ale również kampanii wyborczej. Prawo i Sprawiedliwość skroiło swojego kandydata, jakby szykowało się do ponownej batalii w 2015 roku, nie zaś realiów, które nastały 10 lat później. W dodatku zupełnie inne były realia jesienią 2024 roku, gdy kandydatów wybierano, a inne są teraz – pod koniec zimy w 2025.

Czytaj więcej

Karol Nawrocki przegrywa ze Sławomirem Mentzenem w internetowym sondażu

PiS założyło, że obecna kampania będzie wariacją na temat pojedynku Andrzeja Dudy z Bronisławem Komorowskim. Komorowski po pierwsze zaliczył mnóstwo wpadek, po drugie symbolizował rządy Platformy Obywatelskiej, których wielu Polaków miało po ośmiu latach dość. A ponieważ polityka dziś znacznie przyspieszyła, sztabowcy PiS założyli, że po półtora roku od wyborów 2023 Polacy znużą się rządami Donalda Tuska, Trzaskowskiego sklei się z rządem, wykorzysta się jego wszystkie wpadki, słabości i problemy z czasów rządzenia Warszawą. A wtedy wygrana będzie w kieszeni.

Tyle tylko, że nic w tej kalkulacji nie zadziałało. Jeśli istnieje jakieś podobieństwo między obecną kampanią a tą z 2015 roku, to tylko takie, że Bronisława Komorowskiego – jak zauważył mój redakcyjny kolega Wiktor Ferfecki – zaczyna coraz bardziej przypominać Karol Nawrocki, a nie Rafał Trzaskowski. Sztabowcy Koalicji Obywatelskiej bowiem od początku szykowali się do kampanii starając się rozbroić argumenty politycznych przeciwników. Zakładając, że PiS będzie starał się skleić prezydenta Warszawy z rządami Donalda Tuska, wykorzystać jego image wielkomiejskiego liberała, a także przyczepić mu gębę lenia, kampania Trzaskowskiego akcentowała pewne konserwatywne elementy (ubieranie choinki, śpiewanie kolęd), była skupiona na pokazywaniu prezydenta stolicy ze zwykłymi ludźmi, jako człowieka nieustannie zapracowanego, odbywające kolejne spotkania w mniejszych i większych miejscowościach Polski, również gotowego jeździć do Polski wschodniej i południowej, która uchodzi za bastiony prawicy.

Reklama
Reklama

W dodatku raz Trzaskowski podkreślał potrzebę jedności między rządem i prezydentem (ostatnio nawet chwalił Andrzeja Dudę za spotkanie z Donaldem Trumpem), a kiedy trzeba wydawał rządowi polecenia – jak wtedy, gdy poprosił premiera, by zmienił przepisy o 800+, tak by nie dostawali go Ukraińcy, którzy nie mieszkają w Polsce, nie pracują tu i nie płacą podatków. Zmieniono też rozporządzenie dotyczące obecności krzyży w miejscach publicznych, by zmniejszyć straty wywołane podpisaniem tego dokumentu rok wcześniej. Słowem sztab Trzaskowskiego antycypował atak ze strony prawicy i starał się go zminimalizować. A sam kandydat mocno zapuszczał się w rejony prawicy, mówiąc o powstrzymaniu nielegalnej migracji, krytykując zbyt ambitną politykę klimatyczną, idąc niekiedy tak daleko, że ocierał się o granicę wiarygodności.

Słabość Nawrockiego zbudowała Trzaskowskiego i Mentzena

Ale nieoczekiwanie Trzaskowskiemu pomogły dwa czynniki, których nie dało się wcześniej przewidzieć. Po pierwsze sam Nawrocki okazał się mało elastycznym kandydatem. Choć na jego spotkania przychodziło sporo osób, raczej powtarzał wyuczone frazy, niż porywał swoją charyzmą. Zdecydowanie nie okazał się Andrzejem Dudą.

Ustępujący prezydent wyglądał jak idealny kandydat na zięcia, wzdychały do niego starsze wyborczynie PiS. Nawrocki zaś chwaląc się boksem i tężyzną fizyczną zbudował raczej wizerunek przemocowego i kłopotliwego członka rodziny, który czas zamiast z ukochaną rodziną spędza w licznych delegacjach, a po powrocie dekuje się w mieszkaniu służbowym. Tak, doniesienia o apartamencie w Muzeum II Wojny Światowej, o licznych podróżach podkopały jego wizerunek, zrujnowały próbę pokazania go jako idealnego ojca rodziny.

Ale na to się nałożył jeszcze inny czynnik. Pierwsze tygodnie prezydentury Donalda Trumpa zupełnie przykryły naszą politykę wewnętrzną. Dopóki Polacy z przerażeniem słuchają deklaracji amerykańskiego prezydenta o tym, że wojny nie chce skończyć Zełenski, zachwytów nad Putinem itp., mniej myślą o drożyźnie, monstrualnych kolejkach do lekarza czy obniżającej się jakości usług publicznych. Przyćmiewając problemy wewnętrzne, geopolityka sprawiła, że próba sklejania Trzaskowskiego z rządem Tuska zamiast mu szkodzić, zaczęła pomagać. A w dodatku zmniejszała przestrzeń do tego, by Trzaskowskiego krytykować za zaniedbania rządu, które w obliczu geopolityki zeszły na dalszy plan.

Dlatego też – jak Duda dziesięć lat temu budował się kosztem Komorowskiego – Trzaskowski zaczął być silny słabością Nawrockiego. A im mocniej Koalicja Obywatelska atakowała PiS, tym więcej miejsca pojawiało się po prawej stronie dla Sławomira Mentzena. Im bardziej rosła Konfederacja, tym bardziej Trzaskowski i Nawrocki zaczynali mówić jej językiem. A im bardziej się język debaty przechylał w prawo, tym bardziej autentyczny wydawał się Mentzen.

Czytaj więcej

Mentzen zyska na antyukraińskiej retoryce Nawrockiego i Trzaskowskiego
Reklama
Reklama

W dodatku po wyrzuceniu Grzegorza Brauna, Mentzenowi łatwiej było odkleić od Konfederacji łatkę oszołomów, co sprawiło, że duża liczba wyborców, którzy są już znużeni konfliktem Tuska z Kaczyńskim zaczęła szukać trzeciej drogi. Trzecią drogą nie okazała się Trzecia Droga, bo Szymon Hołownia w ostatnim roku zbyt mocno stał się twarzą koalicji 15 października, by mógł teraz wiarygodnie przekonywać, że doprowadzi duopol Tuska i Kaczyńskiego do upadku. I znów, podobnie jak w sprawie rosnących napięć społecznych związanych z obecnością w Polsce Ukraińców, jak w kwestii wspierania przedsiębiorczości, to Mentzen mógł mówić, że jest bardziej wiarygodny jako ten, kto przewróci stolik. A im słabiej szło Nawrockiemu, tym więcej wyborców prawicy zerkało na niego z zaciekawieniem.

Bez resetu kampanii Nawrocki może nie wejść do II tury

Jeśli sztabowcom Nawrockiego nie uda się odwrócić tego trendu, jeśli Mentzen nie popełni tego błędu co w 2023 roku, że osiągnął dobre wyniki zbyt długo przed wyborami, a tuż przed wyborami zaczął spadać, może się okazać, że to on zamelduje się w drugiej turze zamiast kandydata PiS. Choć do tego jeszcze długa droga.

Komentarze
Rusłan Szoszyn: Kupując rosyjską ropę, przegramy z Władimirem Putinem. Węgry i Słowacja igrają z ogniem
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Komentarze
Bogusław Chrabota: Męczeństwo Przemysława Czarnka
Komentarze
Estera Flieger: Mazurska Noc Kabaretowa Jarosława Kaczyńskiego i Przemysława Czarnka
Komentarze
Jacek Nizinkiewicz: Jarosław Kaczyński pokazał, że PiS ma coś, czego nie mają inne partie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama