Nic dziwnego, że sztabowcy PiS postanowili zorganizować w pierwszy marcowy weekend konferencję programową. Kampania Nawrockiego potrzebuje bowiem jakiegoś radykalnego resetu, bo dotychczas przyjęta koncepcja okazała się niewypałem.
Kto bardziej przypomina Komorowskiego, Trzaskowski czy Nawrocki?
Dlaczego? Znane powiedzenie mówi, że generałowie szykują się do minionych wojen, warunków, które już znają. Ale dotyczy to nie tylko wojen i bitew, ale również kampanii wyborczej. Prawo i Sprawiedliwość skroiło swojego kandydata, jakby szykowało się do ponownej batalii w 2015 roku, nie zaś realiów, które nastały 10 lat później. W dodatku zupełnie inne były realia jesienią 2024 roku, gdy kandydatów wybierano, a inne są teraz – pod koniec zimy w 2025.
Czytaj więcej
Opublikowano wyniki najnowszego sondażu prezydenckiego przeprowadzonego przez SW Research dla „Wprost”.
PiS założyło, że obecna kampania będzie wariacją na temat pojedynku Andrzeja Dudy z Bronisławem Komorowskim. Komorowski po pierwsze zaliczył mnóstwo wpadek, po drugie symbolizował rządy Platformy Obywatelskiej, których wielu Polaków miało po ośmiu latach dość. A ponieważ polityka dziś znacznie przyspieszyła, sztabowcy PiS założyli, że po półtora roku od wyborów 2023 Polacy znużą się rządami Donalda Tuska, Trzaskowskiego sklei się z rządem, wykorzysta się jego wszystkie wpadki, słabości i problemy z czasów rządzenia Warszawą. A wtedy wygrana będzie w kieszeni.
Tyle tylko, że nic w tej kalkulacji nie zadziałało. Jeśli istnieje jakieś podobieństwo między obecną kampanią a tą z 2015 roku, to tylko takie, że Bronisława Komorowskiego – jak zauważył mój redakcyjny kolega Wiktor Ferfecki – zaczyna coraz bardziej przypominać Karol Nawrocki, a nie Rafał Trzaskowski. Sztabowcy Koalicji Obywatelskiej bowiem od początku szykowali się do kampanii starając się rozbroić argumenty politycznych przeciwników. Zakładając, że PiS będzie starał się skleić prezydenta Warszawy z rządami Donalda Tuska, wykorzystać jego image wielkomiejskiego liberała, a także przyczepić mu gębę lenia, kampania Trzaskowskiego akcentowała pewne konserwatywne elementy (ubieranie choinki, śpiewanie kolęd), była skupiona na pokazywaniu prezydenta stolicy ze zwykłymi ludźmi, jako człowieka nieustannie zapracowanego, odbywające kolejne spotkania w mniejszych i większych miejscowościach Polski, również gotowego jeździć do Polski wschodniej i południowej, która uchodzi za bastiony prawicy.