Oczywiście Radosław Sikorski nadal jest w grze o nominację prezydencką w Koalicji Obywatelskiej. Sam fakt, że formacja Donalda Tuska zdecydowała się na prawybory, a nie po prostu namaszczenie Rafała Trzaskowskiego na kandydata, jest małym sukcesem szefa MSZ. Jednak wszystko wskazuje na to, że jego prezydencka szarża skończy się tak szybko, jak się zaczęła. I nie dlatego, że Sikorski jest gorszym kandydatem na prezydenta niż Trzaskowski – pod kątem kompetencji w zakresie polityki zagranicznej czy bezpieczeństwa ma nawet nad prezydentem Warszawy wyraźną przewagę. Sikorski jest jednak pozbawiony w samej KO odpowiedniego zaplecza. A – jak mawiał klasyk – kadry decydują o wszystkim.
Przekonywanie wyborców, że wystawiamy kandydata, który podoba się bardziej opozycji niż wam, bo taką mamy sprytną taktykę, byłoby jednak zbyt makiaweliczne w demokracji
Wybory prezydenckie: Radosław Sikorski ze zbyt małym zapleczem w KO na dwóch poziomach
Sikorskiemu brakuje zaplecza w KO na dwóch poziomach. Po pierwsze ma zdecydowanie mniej sojuszników wśród czołowych przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej. Roman Giertych, choć zasiada w ławach Koalicji Obywatelskiej, jest jednak człowiekiem nieco z zewnątrz. Joanna Kluzik-Rostkowska również raczej nie tworzy rdzenia partii, zresztą podobnie jak Sikorski przyszła do niej po przygodzie z PiS. Bogdan Zdrojewski znany jest z tego, że od dłuższego czasu sytuuje się poza partyjnym mainstreamem. Za to Rafał Trzaskowski ma zdecydowanie solidniejsze zaplecze w PO, ale też we współtworzących KO partiach – w wyraźnie ciążącym ku lewicy Inicjatywie Polskiej i Zielonych, czy u liberałów z Nowoczesnej. Wszystkich im znacznie bliżej jest do Trzaskowskiego niż sytuującego się bardziej na prawo na politycznej skali Sikorskiego.
Czytaj więcej
W najnowszym sondażu przeprowadzonym przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) dla Radia ZET, badani zostali poproszeni o wskazanie, kto...
Ale Sikorski ma też znacznie mniejsze zaplecze wśród wyborców KO. Pokazują to publikowane w ostatnich dniach sondaże. W badaniu IBRiS dla Radia Zet szefa MSZ za lepszego niż Trzaskowski kandydata na prezydenta uważa 41 proc. wyborców PiS i Konfederacji, tymczasem wśród wyborców koalicji rządzącej 61 proc. stawia na Trzaskowskiego. Z kolei w badaniu Pollster dla „Super Expressu” Trzaskowskiego woli od Sikorskiego 74 proc. wyborców samej KO. Z tymi liczbami Sikorski nie wygra, bo gdyby chciał to zrobić, musiałby zacząć znacznie wcześniej niż na kilka tygodni przed decyzją ws. kandydata Koalicji Obywatelskiej na prezydenta.
Wybory prezydenckie: Czy wyborcy Konfederacji warci są ryzyka?
Oczywiście zwolennicy Sikorskiego będą argumentować, że jego słabość w oczach wyborców koalicji rządzącej jest jego siłą w perspektywie II tury, w której trzeba będzie powalczyć o wyborców Konfederacji (bo wyborcy PiS raczej będą mieli w II turze swojego kandydata). Ale pamiętajmy, że równie ważne będzie zmobilizowanie własnych wyborców. A tych – co pokazują sondaże – z pewnością lepiej zmobilizuje prezydent Warszawy.
Przekonywanie swoich wyborców, że wystawiamy kandydata, który podoba się bardziej opozycji niż wam, bo taką mamy sprytną taktykę, byłoby jednak zbyt makiaweliczne w demokracji, na dodatek tak spolaryzowanej jak polska, w której obecna koalicja rządząca zawdzięcza władzę w dużej mierze mobilizacji przeciw PiS. Innymi słowy: zdobyte na Konfederacji głosy mogłyby nie zrównoważyć tych głosów wyborców koalicji rządzącej, którzy zrażeni taką polityczną zagrywką zostaliby w domach. Matematyka pokazuje, że przy maksymalnej mobilizacji własnych wyborców koalicja rządząca wygra wybory prezydenckie – bo suma poparcia PiS i Konfederacji to ok. 40 proc., a nie ponad 50 proc. A z matematyką się nie dyskutuje.