Problemem nie jest to, że Elon Musk ewidentnie wolałby widzieć w roli prezydenta USA Donalda Trumpa niż Kamalę Harris czy wcześniej Joe Bidena. Jako obywatel USA ma do tego prawo, sondaże wskazują, że tak samo myśli około połowy Amerykanów. Problemem nie jest też to, że Musk ma ochotę porozmawiać z Trumpem. Problem polega na tym, że Musk porozmawia z Trumpem nie tylko jak miliarder z miliarderem czy jak darczyńca ze swoim politycznym faworytem, ale przede wszystkim jako właściciel serwisu X, czyli potężnej platformy kształtującej opinię wielu wyborców. I wystąpi w roli dziennikarza, choć dziennikarzem nie jest, w związku z czym reguły gry w relacji dziennikarz–polityk go nie obowiązują.