Michał Szułdrzyński: Kampania PiS czyli straszenie Donaldem Tuskiem

PiS dziś przekonuje, że referendum jest konieczne, bo partia zawsze słucha Polaków. Ale w 2018 roku PiS referendum Andrzeja Dudy wyrzucił do kosza. Nie idzie tu o żadne słuchanie ludzi, ale o znalezienie narzędzia do atakowania Donalda Tuska

Publikacja: 21.08.2023 03:00

Wicepremier, prezes PiS Jarosław Kaczyński na dożynkach diecezjalno-wojewódzko-powiatowo-gminnych w

Wicepremier, prezes PiS Jarosław Kaczyński na dożynkach diecezjalno-wojewódzko-powiatowo-gminnych w Paradyżu

Foto: PAP/Grzegorz Michałowski

Zalanie w weekend sieci filmikami oraz ulic plakatami uderzającymi w Platformę Obywatelską i Donalda Tuska to tylko rozwinięcie strategii ogłoszonej przez Prawo i Sprawiedliwość w piątek wraz z hasłem wyborczym.

Partia Jarosława Kaczyńskiego chce, by kampania kręciła się wokół pytań referendalnych. Dyskusja ma się toczyć na tematy, które PiS uważa za wygodne dla siebie. Dlatego pytania referendalne są groźne dla opozycji, bo rządzący wymyślili je tak, by w każdej ze spraw zdobyć poparcie większości społeczeństwa. Wszak pytania o aborcję, sytuację w służbie zdrowia, rolnictwie, szkolnictwie czy gospodarce (szczególnie gdy drugi kwartał z rzędu dane wskazują na techniczną recesję) byłyby dla PiS niewygodne i uderzałyby w opowieść o sprawnych menedżerach, którzy odbierają pieniądze mafiom vatowskim, by dać je potrzebującym i emerytom.

Dlaczego dodanie pytań referendalnych przez PiS jest efektem politycznego błędu?

Ale wbrew pozorom oparcie kampanii na referendum wcale nie jest dowodem geniuszu sztabowców PiS. Przypomnijmy, że partia ta ogłosiła na początku referendum w sprawie paktu migracyjnego, gdy debatowała nad nim Unia Europejska, a ulice we Francji były sceną burzliwych zamieszek. Czas jednak płynął, emocje opadały, a PiS został z referendum jak Himilsbach z angielskim. Bojąc się, by pomysł nie stał się obciążeniem, postanowił więc dodać trzy kolejne pytania i wykorzystując fakt, że kampanii referendalnej prowadzonej za publiczne pieniądze nie sposób odróżnić od kampanii wyborczej, zaangażować całą machinę państwa do straszenia Polaków Tuskiem.

Bo pytanie o wiek emerytalny, wyprzedaż majątku, mur na granicy czy migrację wraz z całym propagandowym zapleczem i w połączeniu z hasłem wyborczym „Bezpieczna przyszłość Polaków” ma wbić do głowy każdemu wyborcy PiS, że Tusk u władzy oznacza zagrożenie dla bezpieczeństwa, podwyższenie wieku emerytalnego, wyprzedaż majątku i demontaż muru.

Czytaj więcej

Przy granicy z Białorusią armia buduje obozowiska

Dlaczego PiS wcześniej nie chciał słuchać Polaków?

Tyle tylko, że PiS nie jest w tym wszystkim tak bardzo przekonujący, jak by chciał. Oparcie kampanii na kwestii bezpieczeństwa po tym, jak rosyjska rakieta przeleżała w lesie pod Bydgoszczą kilka miesięcy, a po jej odnalezieniu szef MON zaczął zwalać winę na wojsko, dosłownie wysadza w powietrze narrację o tym, że PiS zapewni Polakom bezpieczeństwo. Nawet największa parada 15 sierpnia nie jest w stanie tego zmienić.

W dodatku PiS przekonuje, że inaczej niż PO oni słuchają ludzi – organizują referendum, by zasięgnąć opinii suwerena. Sęk w tym, że w 2015 r. prezydent Bronisław Komorowski w obliczu porażki wyborczej również postanowił salwować się referendum, które zresztą odbyło się we wrześniu osiem lat temu. Z kolei gdy na stulecie niepodległości prezydent Andrzej Duda chciał zorganizować referendum w sprawie zmian w konstytucji, po wielu miesiącach społecznych konsultacji PiS pomysł prezydenta… wyrzucił do kosza. 25 lipca 2018 r. Senat głosami PiS odrzucił wniosek Andrzeja Dudy, uznając, że w sprawie zmian konstytucji jednak Polaków słuchać nie trzeba.

Czytaj więcej

PiS stawia na bezpieczeństwo i finalizuje listy

Dlaczego PiS woli straszyć Tuskiem, zamiast rozliczać się z ostatnich ośmiu lat?

Nie miejmy więc złudzeń, że chodzi o słuchanie Polaków. Nie. Chodzi o stworzenie wehikułu do straszenia ich Donaldem Tuskiem. To na pozór sprytny pomysł, ale pytanie, co się stanie, gdy wyborcy się zorientują, że głównym pomysłem partii rządzącej przez ostatnich osiem lat, zamiast chwalić się własnymi osiągnięciami, jest straszenie politykiem, który wygrał wybory 16 lat temu? Czyżby nie było się czym chwalić?

Zalanie w weekend sieci filmikami oraz ulic plakatami uderzającymi w Platformę Obywatelską i Donalda Tuska to tylko rozwinięcie strategii ogłoszonej przez Prawo i Sprawiedliwość w piątek wraz z hasłem wyborczym.

Partia Jarosława Kaczyńskiego chce, by kampania kręciła się wokół pytań referendalnych. Dyskusja ma się toczyć na tematy, które PiS uważa za wygodne dla siebie. Dlatego pytania referendalne są groźne dla opozycji, bo rządzący wymyślili je tak, by w każdej ze spraw zdobyć poparcie większości społeczeństwa. Wszak pytania o aborcję, sytuację w służbie zdrowia, rolnictwie, szkolnictwie czy gospodarce (szczególnie gdy drugi kwartał z rzędu dane wskazują na techniczną recesję) byłyby dla PiS niewygodne i uderzałyby w opowieść o sprawnych menedżerach, którzy odbierają pieniądze mafiom vatowskim, by dać je potrzebującym i emerytom.

Komentarze
Artur Bartkiewicz: Na wybory marsz, czyli patent Donalda Tuska
Komentarze
Anna Słojewska: Palestyna dzieli Unię. UE stoi w rozkroku w kwestii Strefy Gazy
Komentarze
Michał Płociński: Elon Musk atakuje Polskę, a PiS bije mu brawo. Jak to było z tą Targowicą?
Komentarze
Bogusław Chrabota: Komisja Tuska do zbadania rosyjskich wpływów pracować będzie w cieniu
Komentarze
Andrzej Łomanowski: Zełenski zakończył kadencję. Jak długo jeszcze będzie prezydentem Ukrainy?