Artur Bartkiewicz: Platforma Obywatelska – liberałowie w socjalnej klatce

W PO najwyraźniej ktoś się zreflektował, że ścigając się na obietnice socjalne z PiS-em – cytując klasyka – rubla się nie zarobi, a cnotę można stracić.

Publikacja: 01.04.2023 13:35

Donald Tusk

Donald Tusk

Foto: PAP, Krzysztof Świderski

W ostatnich tygodniach można było odnieść wrażenie, że PO zamierza dogonić i przegonić PiS jeśli chodzi o obietnice socjalne. Kiedy PiS zaproponował niskooprocentowane kredyty mieszkaniowe, PO przebiła go oferując kredyty mieszkaniowe w ogóle nieoprocentowane. Gdy PiS sceptycznie odnosił się do kwestii waloryzacji 500plus, Donald Tusk wyciągnął z kapelusza wyborczych prezentów tzw. babciowe – czyli 1 500 zł dla każdej matki, która nie skorzysta z urlopu wychowawczego i wróci do pracy po urlopie macierzyńskim. Już wcześniej PO obiecała po 20 proc. podwyżki całej budżetówce. A wszystko to przy powtarzaniu niczym mantry formuły, że nic co dane nie zostanie odebrane. Innymi słowy hulaj dusza, dna w państwowej kasie nie ma.

Czytaj więcej

Sienkiewicz: PiS tworzy marginesy, KO obiecuje świadczenia, które są liberalne

Problem z Platformą Obywatelską i obietnicami socjalnymi jest jednak taki, że dla tych, którzy lubią takich obietnic słuchać, PO jest wiarygodna mniej więcej tak jak Mateusz Morawiecki obiecujący milion elektrycznych samochodów na polskich drogach w 2025 roku. Wyborcy, którzy chcą państwa opiekuńczego, pamiętają bowiem dobrze (a tym, którzy nie pamiętają, przypomina to PiS do spółki z TVP), że lata rządów PO i PSL to nie był czas przesadnej hojności jeśli chodzi o świadczenia socjalne. Z kolei wyborcy, którzy państwa aż tak bardzo opiekuńczego nie chcą (albo wręcz nie chcą go w ogóle), czyli trzon obecnego elektoratu PO, z każdą taką obietnicą zaczynają nerwowo rozglądać się po scenie politycznej czy jest jeszcze ktokolwiek, kto będzie tu reprezentował ich interesy, jeśli chodzi o podejście do gospodarki – i, jak pokazały ostatnie sondaże, zaczynają od PO odpływać: albo do grupy wyborców niezdecydowanych, albo nawet do Konfederacji. Ta ostatnia raczej nie łowi bowiem wyborców na rozważania Janusza Korwin-Mikkego i Sławomira Mentzena na temat tego czy dzieciom należy dawać klapsy, tylko na obietnice zadbania o portfele tych, którzy obawiają się nadmiernego fiskalizmu nieodzownego w sytuacji, gdy pieniądze rozrzuca się nad Polską z helikoptera.

Czytaj więcej

Leszczyna: Słowa Tuska staną się rzeczywistością. Benzyna będzie po 5 złotych

Ostatnie wypowiedzi polityków PO zdają się wskazywać, że problem ten został zauważony – i obecnie jesteśmy na etapie gaszenia pożaru jakim stała się frustracja liberalnych wyborców partii Donalda Tuska. Oto bowiem nagle obietnice złożone przez PO prezentowane są w nowym świetle – to już nie są świadczenia socjalne lecz świadczenia jak najbardziej liberalne, ponieważ – jak tłumaczy Donald Tusk, a za nim inni politycy Platformy Obywatelskiej (np. Izabela Leszczyna czy Bartłomiej Sienkiewicz) – są one skierowane do ludzi pracujących. I to jest istotna zmiana narracji – choć świadczenia pozostają te same – bo Platforma zaczyna retorycznie dopieszczać tych, którzy czują się sfrustrowani faktem, iż z ich podatków finansowana jest kiełbasa wyborcza. A to napędza inflację, osłabia złotówkę, a nie przekłada się na podniesienie jakości życia w Polsce, w której oświata jest zwijana, placówki ochrony zdrowia muszą zapożyczać się w parabankach, a samorządom zabiera się pieniądze potrzebne na inwestycje, by rzucić je na odcinek budowania poparcia dla miłościwie panujących.

Dziś też, jak w 2007 roku, mamy igrzyska, szorstką przyjaźń w koalicji rządzącej – różnica jest taka, że opozycja miota się i nie potrafi odpowiedzieć na pytanie jaką w zasadzie Polskę chce nam zaoferować

Od tej retoryki jest już – być może – krok do stworzenia wreszcie jakiejś alternatywnej opowieści o Polsce względem tej, którą prezentuje PiS. Opowieści o Polsce, w której bogactwo budujemy pracą, w której w przedsiębiorcy widzi się sojusznika, a nie podejrzane indywiduum, które najlepiej jak najszybciej złupić i w której żyje się lepiej nie dlatego, że na konto co miesiąc wpływają z budżetu różne plusy, ale dlatego, że można godnie zarobić, a w razie potrzeby skorzystać z usług publicznych na wysokim poziomie. Taka, wiarygodna i spójna historia może bowiem zmobilizować milczący dotychczas elektorat, który słysząc „polityka” macha ręką uznając, że temat ich nie dotyczy, bo i tak żadna z licytujących się na prezenty partii ich nie reprezentuje. A to właśnie ci wyborcy mogą dać zwycięstwo PO – tak jak stało się to w 2007 roku, gdy PIS zdobył znacznie więcej głosów niż w 2005 roku, ale wybory wygrała Platforma dzięki mobilizacji elektoratu, któremu potrafiła wiarygodnie obiecać święty spokój i ciepłą wodę w kranie, zamiast politycznych igrzysk organizowanych przez PiS i jego ówczesnych koalicjantów. Dziś też mamy igrzyska, szorstką przyjaźń w koalicji rządzącej – różnica jest taka, że opozycja miota się i nie potrafi odpowiedzieć na pytanie jaką w zasadzie Polskę chce nam zaoferować. Jeśli PO chce nawiązać do czasów swojej świetności to musi wyjść z socjalnej klatki, która zawsze będzie krępować jej ruchy, bo póki się w niej miota nie gra na swoich warunkach.

Czytaj więcej

Tusk o kredycie 0 proc.: Nie będzie biznesu w pustych miastach

PiS nie musi bowiem obiecywać więcej niż PO – wystarczy, że przypomni, iż on swoje obietnice socjalne zrealizował. I wtedy nie pomoże ani „babciowe”, ani „dziadkowe”, ani nawet 24 emerytura.

W ostatnich tygodniach można było odnieść wrażenie, że PO zamierza dogonić i przegonić PiS jeśli chodzi o obietnice socjalne. Kiedy PiS zaproponował niskooprocentowane kredyty mieszkaniowe, PO przebiła go oferując kredyty mieszkaniowe w ogóle nieoprocentowane. Gdy PiS sceptycznie odnosił się do kwestii waloryzacji 500plus, Donald Tusk wyciągnął z kapelusza wyborczych prezentów tzw. babciowe – czyli 1 500 zł dla każdej matki, która nie skorzysta z urlopu wychowawczego i wróci do pracy po urlopie macierzyńskim. Już wcześniej PO obiecała po 20 proc. podwyżki całej budżetówce. A wszystko to przy powtarzaniu niczym mantry formuły, że nic co dane nie zostanie odebrane. Innymi słowy hulaj dusza, dna w państwowej kasie nie ma.

Pozostało 88% artykułu
Komentarze
Paweł Łepkowski: Dlaczego J.D. Vance nie chce pomagać Ukrainie, ale Izraelowi – jak najbardziej?
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Komentarze
Aleksandra Ptak-Iglewska: Uber traci kierowców. Dlaczego dla pasażera to może być dobra wiadomość?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Wojna o ambasadorów szkodzi wszystkim
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Grecka tragedia Joe Bidena. Tej walki nie może wygrać
Komentarze
Bogusław Chrabota: Krok do przodu w sprawie big techów