Krzysztof Adam Kowalczyk: Inflacyjna mission impossible

Gdyby miała się spełnić zapowiedź prezesa NBP Adama Glapińskiego o 6-proc. inflacji w grudniu, musiałaby ona w 11 miesięcy zmaleć o ponad 11 pkt proc. W roku wyborczym to mało prawdopodobne. No, chyba że runie gospodarka.

Publikacja: 15.02.2023 12:55

Jeśli RPP się myli, wylądujemy w grudniu z niskim wzrostem gospodarczym i znacznie wyższą inflacją n

Jeśli RPP się myli, wylądujemy w grudniu z niskim wzrostem gospodarczym i znacznie wyższą inflacją niż zapowiada Adam Glapiński

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Gdy GUS w środę pokazał dane o inflacji w styczniu, ekonomiści odetchnęli z ulgą – wyniosła 17,2 proc. (wobec 16,6 proc. w grudniu), podczas gdy oczekiwali przeciętnie 17,6 proc. Głównie to zasługa mniejszej niż się spodziewali presji inflacyjnej w przypadku paliw czy żywności. Inne składowe podbiły tzw. inflacje bazową, czyli tę miarę, która zależy od krajowej polityki pieniężnej. Oznacza to, że głębiej zapuszcza ona korzenie w polskiej gospodarce.

To stawia pod znakiem zapytania niedawną zapowiedź prezesa NBP Adama Glapińskiego, że w grudniu główny wskaźnik inflacji zmaleje do 6 proc. r/r. Inflacja musiałaby w zaledwie 11 miesięcy – od lutego do grudnia – zmaleć aż o 11,2 pkt proc. W roku wyborczym to mission impossible.

Czytaj więcej

Nowe dane GUS: inflacja znów w górę. Drastyczny wzrost cen żywności

Co prawda, spadkowi rocznego wskaźnika inflacji sprzyjać będzie wysoka inflacja przed roku. To tzw. efekt bazy statystycznej. Rok temu miesiąc w miesiąc inflacja rosła – z 8,5 proc. r/r w lutym poprzez 13,9 proc. w maju aż do 17,9 proc. w październiku.

Trudno jednak sobie wyobrazić, by partia rządząca nie zechciała przed jesiennymi wyborami poprawić słabnących nastrojów elektoratu jakimiś nowymi transferami społecznymi lub znaczną podwyżką już istniejących, np. programu 500+. Ten ruch pobudziłby słabnącą ostatnio konsumpcję i otworzył dociśniętym przeze rosnące koszty producentom i handlowcom możliwości mocniejszego przerzucenia ich na ceny.

To zaś osłabiałoby lub wręcz niwelowało antyinflacyjny efekt ubiegłorocznych podwyżek stóp banku centralnego. Co jest o tyle groźne, że większość Rady Polityki Pieniężnej prezentuje dziś miękką postawę, uważa że już zrobiła swoje i teraz wystarczy poczekać, aż inflacja sama z siebie zmaleje w wyniku osłabienia aktywności gospodarczej w kraju. Jeśli RPP się myli, wylądujemy w grudniu z niskim wzrostem gospodarczym i znacznie wyższą inflacją niż zapowiada Adam Glapiński, choć oczywiście wszyscy byśmy woleli, by inflacyjna prognoza prezesa NBP się wreszcie sprawdziła.

Gdy GUS w środę pokazał dane o inflacji w styczniu, ekonomiści odetchnęli z ulgą – wyniosła 17,2 proc. (wobec 16,6 proc. w grudniu), podczas gdy oczekiwali przeciętnie 17,6 proc. Głównie to zasługa mniejszej niż się spodziewali presji inflacyjnej w przypadku paliw czy żywności. Inne składowe podbiły tzw. inflacje bazową, czyli tę miarę, która zależy od krajowej polityki pieniężnej. Oznacza to, że głębiej zapuszcza ona korzenie w polskiej gospodarce.

Pozostało 80% artykułu
Komentarze
Stefan Szczepłek: Orban, czyli nieszczęście Węgrów
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Ursula von der Leyen znów na czele KE. Dlaczego Unia panicznie boi się zmian?
Komentarze
Dlaczego Donald Tusk nie powinien atakować białoruskich informatyków
EURO 2024
Kamil Kołsut: Ciemne chmury nad Europą. Jeśli piłka da nam oddech, to tylko na chwilę
Akcje Specjalne
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Poseł na dachu, czyli jak wysoko mogliśmy zajść
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Tusk i Sikorski w grze o najwyższe stanowiska w UE? Jeśli ktoś wywróci stolik