Po tym, jak jednym z laureatów Pokojowej Nagrody Nobla został Aleś Bialacki, wielu moich znajomych z Białorusi, Polski, Litwy i innych państw zaczęło szukać w archiwach swoich smartfonów i komputerów zdjęć, na których widnieją w towarzystwie nowego noblisty. Drugiego w historii Białorusi – po Swiatłanie Aleksijewicz. W sieci roi się od fotografii, na których Aleś często stoi w drugim, albo trzecim rzędzie, a nawet gdzieś zupełnie przez przypadek został uchwycony przez kamerę. Z przodu miał być ktoś inny, bardziej znany, bardziej wygadany.