Michał Szułdrzyński: Polacy będą bezpieczniejsi dzięki Putinowi

Wojna w Ukrainie trwa niecałe dwa miesiące, a już widać, że jej konsekwencje zmienią system bezpieczeństwa w Europie na lata. I jak dotąd wszystko idzie odwrotnie, niż domagał się tego przed atakiem na Ukrainę Władimir Putin.

Publikacja: 18.04.2022 21:00

Dym unoszący się nad Lwowem po rosyjskim ataku rakietowym

Dym unoszący się nad Lwowem po rosyjskim ataku rakietowym

Foto: AFP

Prezydent Rosji, zwany pieszczotliwie przez prezydenta USA Joe Bidena „rzeźnikiem”, na początku 2022 roku próbował negocjować z Zachodem ponad głowami ukraińskiego narodu warunki odstąpienia od wojny. Chciał, by Ukraina wyrzekła się swych zachodnich aspiracji i się rozbroiła. Żądał też, by NATO odsunęło się od granic Rosji, co najmniej do stanu sprzed 1997 roku, gdy sojusz postanowił o przyjęciu Polski, Czech i Węgier, a wcześniej podpisał z Rosją akt stanowiący o wzajemnych relacjach, współpracy i bezpieczeństwie. Realizacja scenariusza zaproponowanego wówczas przez Putina oznaczałaby po pierwsze, że Polska musiałaby powrócić do statusu członka NATO drugiej kategorii, podobnie jak pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej. A po drugie, bezpieczeństwo krajów bałtyckich zawisłoby na włosku. W efekcie tego Ukraina musiałby się pogodzić ze statusem państwa wasalnego wobec Rosji.

Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą sprawiła, że Polska wchodzi do pierwszej ligi NATO

Na razie jednak wszystko układa się dokładnie odwrotnie względem scenariusza ułożonego przez Putina. Ukraina dozbrajana przez Zachód dzielnie broni się już ósmy tydzień, ani myśląc o poddawaniu się Rosji, NATO zaś jest jeszcze silniejsze niż przed rosyjską inwazją. Owszem, istnieją w łonie państw zachodnich dyskusje o tym, jak powinny wyglądać kolejne sankcje wobec Rosji, a Francja odmawia uznania dotychczasowych zbrodni wojennych za ludobójstwo, wierząc, że telefony prezydenta Macrona do Putina zakończą ten konflikt. I choć wciąż nie wiemy, jak będzie wyglądała nowa długofalowa polityka Niemiec wobec Rosji, NATO już jest u progu decyzji, które odmienią oblicze naszego kontynentu na długie lata.

Choć w Poniedziałek Wielkanocny rosyjskie rakiety po raz kolejny trafiały cele oddalone zaledwie 80 km od polskiej granicy, to jednak wiele wskazuje, że z tego starcia Polska wyjdzie bezpieczniejsza

Niecałe dwa miesiące wojny sprawiły, że Finlandia i Szwecja, które przez dekady wahały się co do członkostwa, dziś są niemal zdecydowane, by wejść do NATO. Równocześnie przed czerwcowym szczytem sojuszu trwają konsultacje na temat rozmaitych koncepcji. Choć już dziś wypowiedzi kluczowych polityków wydają się sugerować, że obecność wojsk sojuszu na wschodniej flance będzie jeszcze mocniejsza. Dziś na terytorium Polski stacjonuje niemal 10 tys. żołnierzy, a więc dwa razy więcej niż po aneksji Krymu w 2014 r. W grę wchodzi budowa (na nasz koszt) stałych baz, w których amerykańska załoga przebywałaby rotacyjnie.

Dwa i pół roku temu prezydent Emmanuel Macron postawił tezę o śmierci mózgowej, która miała dotknąć NATO. Jeszcze półtora roku temu wszyscy się zastanawiali, czy zwrot ku Azji sprawi, że Stany Zjednoczone porzucą Europę, zajmując się przygotowaniem do starcia z Chinami. Pierwszy ruch w tym kierunku wszak podjął Donald Trump, rozkazując krótko przed przegranymi przez siebie wyborami radykalną redukcję sił amerykańskich w Europie. W tym samym czasie wielu intelektualistów z ciekawością zerkało na wykuwający się we Francji i Niemczech pomysł strategicznej autonomii Unii Europejskiej, a w domyśle autonomii względem USA.

Wydaje się jednak, że te wszystkie plany i dywagacje zostały przekreślone 24 lutego. Atakując Ukrainę, Władimir Putin uruchomił zupełnie nową dynamikę geopolityczną. Choć Polska stała się krajem frontowym, choć w Poniedziałek Wielkanocny rosyjskie rakiety po raz kolejny trafiały cele oddalone zaledwie 80 km od polskiej granicy, to jednak wiele wskazuje, że z tego starcia Polska wyjdzie bezpieczniejsza. To ironia losu, że stanie się tak w efekcie agresywnej polityki Putina.

Prezydent Rosji, zwany pieszczotliwie przez prezydenta USA Joe Bidena „rzeźnikiem”, na początku 2022 roku próbował negocjować z Zachodem ponad głowami ukraińskiego narodu warunki odstąpienia od wojny. Chciał, by Ukraina wyrzekła się swych zachodnich aspiracji i się rozbroiła. Żądał też, by NATO odsunęło się od granic Rosji, co najmniej do stanu sprzed 1997 roku, gdy sojusz postanowił o przyjęciu Polski, Czech i Węgier, a wcześniej podpisał z Rosją akt stanowiący o wzajemnych relacjach, współpracy i bezpieczeństwie. Realizacja scenariusza zaproponowanego wówczas przez Putina oznaczałaby po pierwsze, że Polska musiałaby powrócić do statusu członka NATO drugiej kategorii, podobnie jak pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej. A po drugie, bezpieczeństwo krajów bałtyckich zawisłoby na włosku. W efekcie tego Ukraina musiałby się pogodzić ze statusem państwa wasalnego wobec Rosji.

Komentarze
Michał Szułdrzyński: „Zielona granica”. Ile nienawiści potrzebuje PiS, by wygrać wybory
Materiał Promocyjny
Zwinny, wyrazisty i dynamiczny. SUV, który bryluje na europejskich salonach
Komentarze
Zuzanna Dąbrowska: Dlaczego świnie nie siedzą w kinie, czyli coś więcej niż kampanijna potyczka
Komentarze
Stefan Szczepłek: Legia zagrała po europejsku
Komentarze
Bogusław Chrabota: Wojna handlowa Polski z Ukrainą byłaby absurdem
Materiał Promocyjny
THE FUTURE OF FINANCE
Komentarze
Stefan Szczepłek: Michał Probierz selekcjonerem. Reprezentacji nie odmieni
Materiał Promocyjny
Nowe finansowanie dla transportu miejskiego w Polsce Wschodniej