Na to ostatnie raczej bym nie liczył. Bo Izabela Pek to ani pierwsza femme fatale w polityce, ani ostatnia, a doświadczenia ostatniego stulecia rzadko potwierdzają, że afery erotyczne na szczytach władzy kończą się tak, jak historia Edwarda Windsora i Wallis Simpson.
Warunkiem koniecznym, by femme fatale zmieniła porządek świata jest to, by skandal rzeczywiście odbywał się na jego szczytach, a nie w mętnym podglebiu polityki, a jego bohaterowie mieli istotne znaczenie. Tymczasem poseł Pięta, z całym szacunkiem dla niego samego i polskiego parlamentaryzmu, nawet w małej części tego warunku nie spełnia.