Oczekiwanie, że prezydent Duda nie wyda rozporządzenia o stanie wyjątkowym na wschodniej granicy, graniczyło z naiwnością. Przede wszystkim to nie prezydent jest inicjatorem tych przepisów, tylko rząd. Także rząd, a nie prezydent, posiada pełnię wiedzy o przyczynach, w tym realnych zagrożeniach, które uzasadniają wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. W tym sensie prezydent – jako głowa państwa – jest swoistym żyrantem woli rządu. Na dodatek jego decyzja poddawana jest jeszcze procedurze akceptacji przez Sejm.