Uwagę mediów zawsze zwracają sportowcy, których sukcesom towarzyszą ciekawe ludzkie historie. A historia Kubicy taka jest. Kierowca z Polski najpierw sam przebija się na szczyt, jeździ znakomicie i brawurowo, w Grand Prix Kanady ma wypadek tak groźny, że nie tylko wyścigowy świat wstrzymuje oddech, wychodzi z niego praktycznie bez szwanku i rok później na tym samym torze wygrywa.
O Kubicy mówi się, że ma benzynę we krwi, że żyje wyścigami, ma niezwykłe wyczucie, jak poprawić osiągi samochodu. Dlatego ściga się nawet wówczas, gdy stawka jest niewielka, jak w tym rajdzie, który zakończył się dla niego tragicznie. Pytano wówczas, dlaczego jechał, czemu naraził wspaniałą karierę, ale to – jak twierdzili ludzie znający kierowcę od dziecka – było pytanie bezpodstawne. Kubica po prostu żył wyścigami – ta sama pasja doprowadziła go i do wypadku na peryferyjnej włoskiej drodze, i teraz do powrotu do Formuły 1. Bez tej benzyny we krwi obu tych zdarzeń by nie było, taką wiarę i gotowość do zaczęcia wszystkiego od nowa mógł mieć tylko człowiek, który urodził się w gokarcie i przez całe życie jechał coraz szybciej.