Kilka tysięcy kilometrów na wschód od Gruzji sportowcy z całego świata skaczą, biegają i strzelają do tarcz, a tu armia obcego państwa strzela do ludzi. I okupuje kawał terytorium sąsiada. To państwo chce być członkiem elitarnych światowych klubów, OECD i WTO. I szykuje się do zawarcia nowego porozumienia z Unią Europejską. To państwo, wreszcie, jest ulubionym partnerem gospodarczym wielu zachodnich potęg.
Nie można powiedzieć, że Zachód nie robi nic. W poniedziałek w mieście Gori, kilka godzin przed wkroczeniem wojsk rosyjskich, był szef francuskiej dyplomacji. Zdecydowanie protestują Polska, państwa bałtyckie, Szwecja i USA. To jednak nie wystarczyło. Skojarzenia wielu Gruzinów są jednoznaczne — dzisiejsze wydarzenia przypominają im zdobywanie kraju przez rosyjskich bolszewików przed prawie dziewięćdziesięciu laty.